Villagers Of Ioannina City – Age Of Aquarius [2019]
3 kwietnia, 2020

I oto jest. Po pięciu latach zespół Villagers Of Ioannina City opublikował nowy album zatytułowany Age of Aquarius, który jest świadectwem artystycznego rozwoju jego twórców. Pytanie tylko, czy podążają oni w atrakcyjną dla słuchaczy stronę?

Dopóki nie ujrzałem informacji o ukazaniu się nowych utworów grupy, nie zdawałem sobie sprawy z moich oczekiwań co do ich kształtu. Więc, czy Wieśniaki z Ioanniny pozwoliły postrzegać się jako maszynkę do regularnej produkcji nowych melodii? Wręcz przeciwnie. Dlatego też łatwo można było pojąć epizod „demo-Riza-EPka” jako pewną zamkniętą całość, ciekawostkę stojącą okrakiem pomiędzy stonerem oraz grecką muzyką ludową. I od tej właśnie strony poznałem projekt Greków – dimotika z przyjemnie bluesującą gitarą. Dodatkowym walorem był odważny krok muzyków, by teksty wyśpiewywane były w ich ojczystym języku. To wszystko składało się na zestaw utworów może nie wybitnych, może nie genialnych, ale bardzo solidnych i wyjątkowo łatwo zapadających w pamięć, a o to w świecie często przydługich i nadmiernie eksploatowanych motywów muzyki stonerowej trudno, co świadczy o pewnej wyjątkowości VIC.

Dlatego też przeskok w anglojęzyczne teksty jawi się jako drobny minus nowego wydawnictwa. Tak jak i w ogóle pierwsze minuty Wieku Wodnika, gdzie otrzymujemy stoner przyjemny, tylko przyjemny. Pierwsze myśli, które nasunęły mi się do głowy: „trochę jakby Spaceslug, gorszy Spaceslug” i prawdopodobnie jest w tym trochę racji, albowiem pewien wspólny mianownik tu występuje. I zaraz później pytanie, po co słuchać dobrego stonera ‘środka’ gdy można słuchać świetnego stonera ‘środka’? Już myślałem, że włożę ten album do szuflady z napisem „sympatyczna muzyka tła”, gdy z minuty na minutę wybrzmiewające nuty zaczęły nabierać coraz więcej i więcej charakteru. Już Part V, trzeci utwór na albumie zwiastuje, że tutaj jeszcze wydarzy się coś interesującego. I rzeczywiście, następna piosenka okazała się jednym z najmocniejszych punktów tej płyty. Dance of night i odpowiednio dawkowane dźwięki greckich dud wprowadzają sporo przestrzeni, a proste melodie dodają pewnego nostalgicznego wymiaru całości. Father sun to naturalne rozwinięcie tej koncepcji i również świetnie przemyślany kawałek muzyki. W późniejszym Millenium blues zespół przypomina, że pomimo najróżniejszych przeszkadzajek mamy tu jednak do czynienia ze stonerem. Na tym etapie Wieku Wodnika następuje pewien zwrot, mniej tu psychodelicznych odlotów, a więcej bluesa kojarzącego się z tym, co mogliśmy usłyszeć na albumie Riza. I tutaj również znajduję pewien problem, bo niby wszystko się zgadza, niby całkiem przyjemnie się tego słucha i niby zupełnie naturalnie w tę stronę ewoluuje Age of Aquarius jako koncept. Nie zmienia to jednak faktu, iż ostatnie fragmenty tegoż albumu mimo podobieństwa do Rizy, nie oferują tamtego charakteru, tamtej świeżości i poczucia, że w przyszłości będzie się chciało do nich wracać. Na próżno tu szukać czegoś, co przebojowością będzie dorównywało Ti kako. Abstrahując od zupełnie różnych proporcji na linii stoner-folk, w piosenkach Zvara czy Karakolia czuć było, że jest to coś innego, coś czego się nie znajdzie nigdzie indziej. W Wieku Wodnika są zaledwie echa tego wrażenia i to pomimo niewątpliwie bardziej złożonych kompozycji oraz pełniejszego brzmienia. Nie zmienia to jednak faktu, że Age of Aquarius to album bardzo dobry, album który prawdopodobnie pozwoli VIC na zdobycie nowych fanów, którzy też najpewniej nie będą postrzegać zespołu przez pryzmat ich dokonań sprzed pięciu lat.

Ja natomiast pochwalę piękną okładkę, od czasu do czasu wrócę do tych piosenek z drobną dozą niedosytu w paru miejscach i potrzebnie lub nie czepiając się szczegółów. Ale taka już jest moja rola. Niemniej, polecam serdecznie to nowe dzieło Greków. Jest to kawał rzetelnie zagranej stoner rocka, który… jak to stoner – tu zachwyca psychodelicznym pięknem, a tam tylko generycznie zachęca do kiwania głową.

7/10

O autorze

Bartłomiej Kowal 'Jimi'

Bartłomiej Kowal 'Jimi'

Student psychologii. Humanista. Fan podróży, historii, kina i przede wszystkim muzyki. Szarpidrut od indie i upalonego bluesa. Lubię rum, kuchnię śródziemnomorską, psychodelię i Bałkany. W wolnych chwilach kłócę się w internecie oraz piszę o piosenkach dobrych i słabych.