Zespół, nie projekt Kadavar

Kadavar powrócił z nowym albumem w 2019 i jest to prawdopodobnie jedna z najlepszych premier tego roku. O tym czemu postanowili grać wolniej i skupić się na klimacie oraz o urokach Transylwanii i Berlina opowiedział nam lider grupy, wokalista i gitarzysta Christoph “Lupus” Lindemann. Muszę tylko dodać, że jest to mega otwarta i pozytywnie nastawiona osoba. 

Jak leci trasa z nowym materiałem? Publice się podobają utwory na żywo?

Wszystko idzie bardzo dobrze, od roku jesteśmy praktycznie w trasie. W lato były festiwale, a teraz kluby z nowym materiałem. Zawsze jest fajnie widzieć jak ludzie reagują na nową muzykę. 

Skąd pomysł, żeby skomponować album mający być ścieżką dźwiękową do starego horroru?

To nie tyle soundtrack co album inspirowany nimi. Postanowiliśmy zwolnić i wydłużyć utwory, które płynnie w siebie przechodzą, opowiadają zwartą historię. Coś jak właśnie w ścieżkach dźwiękowych z Włoskich horrorów z lat 70-tych. Postanowiliśmy zrobić coś w tym stylu i się udało. Nie jest to Pop produkcja, gdzie masz krótkie chwytliwe utwory, tutaj masz rozbudowane kompozycje opowiadające historię. Wszystko przy tym jest dynamiczne. 

Czy wycieczka do Transylwanii nakierowała was na taki album?

Na pewno dużo pomogła. Mieliśmy tam wszystko, zamek i idealne miejsca na sesje zdjęciową. Dodatkowo klimat tego miejsca sprzyja tworzeniu muzyki. Wprawdzie mamy w Niemczech dużo zamków, we Francji też a jest stosunkowo blisko nas, nawet w Anglii jest masa zamków. Przypomnieliśmy sobie jednak, że byliśmy tam w 2012 podczas trasy i zdecydowaliśmy się wrócić do Transylwanii, aby skomponować ten album. Do zamku hrabiego Draculi, no nie do końca jego prawdziwego zamku. <śmiech> Taka jest właśnie historia tej wyprawy. 

Czytaliście książkę Dracula? 

Oczywiście, że tak. Czytaliśmy ją nawet znowu będąc w tym zamku. Wiesz co, czasem potrzebujesz, żeby wszyscy mieli to samo nastawienie jak nagrywasz płytę. I to wszystko nam pomogło. Spędziliśmy tam kilka dni totalnie odcięci od świata. Zero telefonu, internetu i innych rozpraszaczy. Pomogło nam się to skupić na tym co chcemy zrobić. 

Mam wrażenie, że na tym albumie zrobiłeś duży progres jako wokalista. 

Pracuje już trochę nad swoim wokalem. Na początku miałem nadzieje, że wreszcie pojawi się w zespole prawdziwy wokalista. <śmiech> No ale musiałem śpiewać ja i tak już zostało. Już na poprzednim albumie przykładałem dużą wagę do wokali. Próbowałem nowych rzeczy. Na tym albumie miałem wrażenie, że tylko jak zmienia swoje wokale to te utwory będą naprawdę dobre. 

Nowością jest też teledysk do Devils Master, który wygląda jak prawdziwy film. 

Na początku mieliśmy zupełnie inny pomysł na ten teledysk, ale okazało się za drogi.  Zawsze pieniądze są największym problemem. Udało nam się znaleźć inną ekipę produkcyjną, opowiedzieliśmy o swoim pomyśle, oni pokombinowali i taki mamy efekt końcowy. Chcieliśmy aktorów, a my mieliśmy tylko grać na instrumentach. Nie raz muzycy w teledyskach wyglądają jak idioci, bo nie potrafią dopasować się grą aktorską. Oni przekonali nas, żebyśmy jednak zagrali. Polecieliśmy na tą wyspę i w cztery dni powstał teledysk. Jest w nim dużo szybkich cięć, więc nie widać jak chujowymi jesteśmy aktorami. <śmiech> 

Za rok minie wam dekada na scenie, jak się zmienił zespół przez ten czas? 

Teraz traktujemy to już poważnie, jest to po prostu nasza praca. Na początku to było po prostu hobby. Hmm co się zmieniło jeszcze? W ciągu tych dziesięciu lat zmieniliśmy raz basistę. Wydaje mi się, że gramy o wiele lepsze koncert niż na początku, kiedy nawet nie wiedzieliśmy jak to wszystko działa. Chyba tylko tyle się zmieniło.

A skąd u was, młodych muzyków, fascynacja muzyką z lat sześćdziesiątych? 

Jako muzycy po prostu sądzimy, że jest to totalnie szczera muzyka, gdzie nikt nie oszukiwał. Tak jak kiedyś wszyscy wchodzimy do studia i nagrywamy na żywo naszą muzykę. Razem. Bez cięć, dodatkowych efektów, polepszaczy wokali i innego takiego gówna. W studiu dajemy z siebie wszystko i chcemy złapać ten jeden wyjątkowy moment. Jest to zupełnie inne podejście niż ma masa muzyków teraz. Perkusja, gitara i wokal nagrywane są osobno i często ci muzycy się nawet nie widzą, podczas tego procesu. Bardziej u nich wygląda to jakby byli po prostu projektem muzycznym. My jesteśmy zespołem nie projektem. 

Będziecie za rok celebrować waszą rocznice? 

Tak, nie będziemy grać. <śmiech> Mówię serio, za rok po zakończeniu drugiej części trasy robimy przerwę. Pierwszą od bardzo dawna. Robimy sobie prezent. 

Czy to z powodu tempa jakie sobie nadaliście? Nagraliście w dziesięć lat pięć albumów i zagraliście masę tras. 

Tak, nie wiem jak długo nas nie będzie. Pewnie do momentu kiedy poczujemy chęć, żeby znowu stanąć na scenie. Chce się wreszcie obudzić bez myślenia co muszę dziś zrobić, chce mieć czystą głowę. Może coś nagramy, może nie. Na pewno będę łapać inspiracje i chce być kreatywny. Muszę odpocząć. 

Czyli rock n rollowe życie na trasach nie jest takie cudowne? 

Jest masa radości, lecz nic nie jest idealne. Czasem jest fajnie mieć jakąś odskocznie. A my w ostatnim czasie praktycznie nie przerywamy tras. Jest to strasznie męczące. Okrążyliśmy już świat kilka razy, to może i ludziom nasza przerwa wyjdzie na dobre. Odpoczną od nas. <śmiech>


Są jeszcze miejsca gdzie byś chciał zagrać? 

Nigdy nie byliśmy w Afryce i bardzo chętnie bym tam zagrał. Mieliśmy zaproszenie do Indonezji ale nie udało nam się, więc może kiedyś. 

Opowiesz mi coś więcej czemu Berlin jest tak specyficzny, że masa muzyków się nim zachwyca, a wy postanowiliście tak nazwać płytę? 

Wiesz co, my po prostu tam mieszkamy, założyliśmy tam zespół i się tam poznaliśmy. Miasto się strasznie się zmieniło na przestrzeni tych lat, ale dalej jest spoko jeśli chcesz być kreatywnym, poznać nowych ludzi. Być na bieżąco z trendami. Sądzę, że gdybyśmy zaczynali gdzie indziej by nam nie wyszło. Mimo wszystkich tych zalet strasznie się zmienił Berlin. Masa ludzi tu przybywa i jest coraz drożej. Ci nowi ludzie nigdy nie przeżyją tego co my, kiedy mogliśmy pracować dwa dni w tygodniu, żeby się utrzymać i gadać. Teraz możesz tam pracować pięć dni w tygodniu i może ci zabraknąć do końca miesiąca kasy. Jak zaczynaliśmy to było idealne miejsce. 

Zapytałem, bo miałem okazję rozmawiać z Johanna Sadonis i mówiła, że gdyby nie Berlin pewnie nigdy by nie założyła zespołu. 

Pewnie, dlatego się wyprowadziła i mieszka w Szwecji. <śmiech> Na pewno ma racje. Ona jest unikatowa, bo jest oryginalnie z Berlina od pokoleń, co wbrew pozorom jest rzadkością. Ona działa na berlińskiej scenie dłużej niż my i była w wielu zespołach, więc na pewno ma racje co do tego miasta i jego klimatu. 

Jak scena retro rockowa i psychodeliczna ma się w Berlinie teraz? 

Ciągle jest masa zespołów i ludzi, którzy chcą w tym działać. Najbardziej popularne to było w 2012-2013, lecz dalej to żyje i masa ludzi siedzi w tych klimatach. Ciągle powstaje masa zespołów, które mają swoją szansę. Magazyny i promotorzy się mniej już tym interesują niż wtedy kiedy zaczynaliśmy, ale dalej młodzi mają swoją szansę. 

Jak wygląda u was dobór supportów na trasy? Ostatnio grał przed wami Mantar, który delikatnie mówiąc niezbyt pasuje do klimatu w jakim się obracacie. 

Znamy się personalnie, i lubię ich muzykę. Do tego jesteśmy w jednej wytwórni więc pojechaliśmy razem na trasę. Raz nam nie wyszło być razem w trasie, ale ostatnio się udało. Oczywiście grają co innego ale kto by chciał słyszeć cztery zespoły tego samego wieczoru grające to samo. Kilka tygodni temu mieliśmy imprezę z okazji premiery płyty i każdy zespół grał zupełnie inny gatunek muzyczny. Ludziom się to podobało i nawet dziękowali nam za urozmaicenia. Mam wrażenie, że nasi fani mają otwarte głowy i chcą poznawać nową muzykę. 

Jest szansa na wasz koncert w Polsce przed przerwą? 

Zawsze mamy w planach granie we wschodniej europie, ale są problemy z promotorami. Od kilku lat jest ciężko zorganizować tam koncert. Zawsze fajnie nam się gra w Polsce i jeśli by pojawił się jakiś chętny promotor byśmy mega chętnie wrócili zagrać. Pamiętam klimat festiwalu na jakim byliśmy kilka lat temu w Polsce. Takiego kameralnego z retro stonerową muzyką. Było super. 

Dzięki za poświęcony czas.

Dzięki wielkie. 

Kacper Hawryluk