Clockwork Totem – Scooping The Light (2019) [podwójna recenzja]
26 maja, 2020

Część pierwsza – Kai Szuwar

Pisanie gawędy o dokonaniach ludzi z grupy Sekcja Stoneru na stronie Sekcji Stoneru przypomina kocie popołudnie. Czilujesz i nawet nie zauważasz, kiedy zaczynasz sam sobie lizać dupę. Choć wcale nie przekreśla to szans, by było całkiem przyjemnie. Już tłumaczę dlaczego.

Scooping the Light to pierwsze wydawnictwo istniejącego od 2016 roku Clockwork Totem. Panowie nie są debiutantami. Michał “Ufo” Nadolski gitarzył już rokendrola w Mind Defected. Basista i flecista(!) Bogdan Chajutin maczał też już pazury w toruńskim Niedźwiedziu Wojtku – twórcy hitu Hymn Konfederacji na wybory parlamentarne 2019.

No ale przeniósł się chłop do Wro i ci dwaj, do spółki z bębniarzem Marcinem Kozakiem stwierdzili, że jebać stoner.

Pamiętacie te piękne czasy, kiedy można było pójść na koncert? Ja też nie, ale Facebook donosi, że panowie koncertowo wspomagali m.in. obłędnie ciekawy psychodeliczny rosyjski postpunk – Lucidvox. Kultowy wrocławski Krasnal Adamu opisał ten koncert dla rockmetal.pl

“Neurotyk-grafoman” dowiódł, że ma doskonałe oko do scenicznych wpadek. Panowie wytrzymali też nerwowo stanie na granicy polsko-ukraińskiej, by stawić się na podlwowskim Electric Meadow.

Z czym do ludzi? Ano ze Scooping the Light – czteroutworowym, niespełna 40-minutowym dziełku wyłyżeczkowanym z płodnych macic ich umysłów przez Galactic Smokehouse. W wywiadzie dla Radia Opole.

Ufo deklaruje inspiracje Alice in Chains, indziej chwalą się też
podpatrywaniem All Them Witches, Eldera (ciekawe czy po Embers też XD ) a nawet Toola. Te inspiracje wpychają ich do worka wielu podobnych zespołów. Czym Clockworkom udaje się uciec od łatki brzmienia z generatora? Faktycznie szukają się gdzieś pomiędzy progresywnymi łamańcami, bluesowym kołysaniem, kosmicznymi przestrzeniami, a kompletną nieumiejętnością kończenia numerów. Progresywne elementy wychodzą im dość topornie, zaburzając płynność, na którą składają się pozostałe patenty. Sprawiają niekiedy wrażenie przekombinowanych mostków. Chlubnym wyjątkiem jest Golden Rays, gdzie lekko orientalne akcenty kleją się nieco wprawniej z połamanymi taktami. Najkrótsza z kompozycji mierzy ponad 8 minut i 20 sekund, więc możecie być pewni, że kilka riffów zatoczy zbyt wiele nużących kółek.

Dobra, pomarudzone, ale Scooping The Light ma też sporo jasnych momentów. Michał, Marcin i Bogdan potrafią połączyć kosmos z nadspodziewanie umiejętnymi wokalami. Tu i ówdzie wyskoczy porywające i dobrze wpasowane solo a bas umie wprawnie dialogować z gitarą. Przy Clockwork Totem można miejscami pozbyć się blazy, że wszystko już się słyszało i z radością chwycić tę muzę za astralną dłoń z zaufaniem, że ona zna drogę. “Efekt wow” wywołał wstęp do finałowej Hidden Knowledge. Aby go Wam nie zepsuć, nie zdradzę nic więcej. Całość wykręcona w Agora Studio znajduje balans pomiędzy przyjemną surowością i radioemisyjną klarownością.

Wiecie, co ma wspólnego Scooping the Light i krzesło? Drewno i hemoroidy? Nope. Oba stoją na czterech nogach. W przypadku tego pierwszego to prog, orient, kosmos i blues. Jeśli obecne realia nie zabiją polskiego niezalu, to przy następcy materiału z zielono-białą okładką dowiemy się, w którą stronę zniesie ich mocniej. A wypuszczka od Galactic Smokehouse całkiem sporo obiecuje na przyszłość. Stonier-boziu daj mi kiedyś zobaczyć ich z Andromeda Space Ritual .

https://www.youtube.com/watch?v=HlZQVd25BCk

Dziękuję.

Chcesz napisać recenzję mojej gawędy?
Napisz na szarawar@420blaze.it


Część druga – Solo Basu

Kiedy myślę „prog”, mam przed oczami albo dziadków ogrywających każdy możliwy preset melotronu podczas rozciągniętego do dwudziestu minut kawałka Beatlesów, albo napisane przez generator liczb losowych asłuchalne gówno w 13/8, które służy głównie do reklamowania gitarowego sprzętu. Obrazu dopełnia uważający siebie za Mensę fanbase. Niewielki promil obu grup stanowią rzeczy naprawdę ciekawe, m.in. dobrze zaaranżowane i ładnie płynące syntezy stylów (Mike Oldfield, Trubadurzy po odkryciu kwasu), technicznie imponujące, przeprodukowane perełki, które brzmią zbyt potężnie, żeby nudzić (Tosin Abasi), oraz ogół muzyki, która poza byciem ambitną jest też po ludzku w kurwę fajna. Właśnie w tym zbiorze znajduje się Scooping The Light od Clockwork Totem.

Chłopaków z Wrocławia wyróżnia muzykalność, bowiem sama znajomość tego słowa umiejscawia jakiegokolwiek muzyka w tym 1% procencie, który kontroluje 50% bogactwa artystycznego sceny.  W Scooping The Light nic nie jest na siłę. Z wykonów wylewa się radość grania. Słychać, że priorytetem nie jest „żeby brzmiało mądrze”, tylko dobry riffaż. Dużo chwytliwych motywów równoważy ambicje kompozycyjne, objawiające się w orientalnych skalach i chromatycznych wstawkach. Słychać beztroskę, głównie w gitarowych solówkach, które są bezceremonialnie bluesowe i nie ma żadnego pierdolenia się z unikatowym frazowaniem typu George Benson albo koleś z Polyphii. Jest fajnie i tyle. Dobrze równoważy to progową fetyszyzację harmonii i wpychania ambitnych rzeczy tam gdzie nie są potrzebne. Bo tam gdzie są, tam Clockwork Totem dostarcza. 

Ze świecą szukać ronda albo innej piosenkopodobnej formy, ale zdarza się, że niektóre motywy powracają. I dobrze, bo to kolejny dowód, że chłopacy służą utworom, a nie naciskom progowego środowiska, żeby czasem na debila nie wyjść grając jeden riff dwa razy. Swobodną kompozycję uzupełnia romantyczna harmonia – gnające w nieznane akordy i riffy sklejają coraz to nowsze partie w całość. Scooping The Light jest bardzo zróżnicowane stylistycznie, dużo na nim elementów stonerowych, ale pojawiają się też momenty inspirowane fusion, muzyką dawną albo neoklasycznym heavy metalem. No i jeszcze produkcja. Miks jest cudny, brzmienie garów łaskocze w uszy niczym hitmarki z Call Of Duty. 

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to aranżacja miejscami się nudzi (zwłaszcza w powracających progowych łamańcach), a teksty są trochę cheesy. 

Clockwork Totem rozumie, że układanie puzzli polega na dopasowywaniu do siebie elementów, a nie ucięciu tych cypelków do łączenia, ułożeniu z nich dinozaura i zastanawiania się dlaczego obrazek nie wyszedł. 

Jan Chojnowski