„Cosmic Ritual Supertrip” Black Rainbows – najlepszy album, którego… nie nagrałeś? A mógłbyś!
21 czerwca, 2020

W kategorii najbardziej stonerowy stoner powalczyłby o pierwsze miejsca. Jednak na ile byłby to prestiżowy konkurs? I czy jego zwycięzca zaoferowałby coś więcej niż to co już słyszeliśmy?

22 maja 2020 roku Heavy Psych Sounds Records wydało ósmy album projektu Black Rainbows zatytułowany Cosmic Ritual Supertrip. Głównym jego twórcą jest Gabriele Fiori, który skomponował, napisał i nagrał wszystkie znajdujące się tu piosenki.

Niby wiedziałem czego się mogę spodziewać włączając Cosmic Ritual Supertrip. Mimo to dałem temu krążkowi szansę, bo kto wie, może znajdzie się tu jakiś rodzynek lub dwa. Być może znajdę chociaż jedną piosenkę, którą umieszczę później na składance do jazdy samochodem. Taki przykładowy The Prophet z chyba najlepszego albumu projektu, tj. Hawkdope. Owszem, nie było to nic nowego, ani nie był to żaden przełom, żadne objawienie. Ale niektóre ze słyszanych riffów potrafiły zostać w głowie! Tylko i aż tyle. W najnowszej publikacji dostajemy jednak to samo, co wcześniej. Przemielone i wyeksploatowane do granic możliwości.

Początek zafundowany przez At Midnight You Cry oraz Universal Phase to mimo wszystko obiecujący kawałek muzyki. Zapowiedź reanimowanej po raz kolejny klasyki. Bo któż nie chce od czasu do czasu odpocząć od walki z ciężarem i psychodelią, by pobawić się w bycie trv? Może Ty. I tamten może też. Ja jednak wyszukuję sobie takie przyjemne „średniaki” i daję im więcej uwagi niż rozsądek podpowiada. Ale zamiast rozwinąć się jakoś, a przynajmniej na tyle, by do dobrze już znanych riffów dodać jakieś melodie… Zmienia się to wszystko w dobrze nagrany fragment próby zespołu łojącego rock’n’rolla ze stonerowym pazurem i popijającego w przerwach Łomżę, bo Perła to to na pewno nie jest. Radio 666 i Isolation – przewijam je już trzeci raz. Bynajmniej nie dlatego, że są one tak wspaniałe – po prostu ich nie pamiętam i wiecie co? Raczej do nich już nie wrócę. Potem następuje Hypnotizes By The Solenoid, który miał być chyba jakąś ciekawszą formą, ale wyszło dość nijak. Później jakieś przerywniki bez przesteru i z lekkim pogłosem, przyspieszenie i znowu barowy hard rock. Z letargu budzi Sacred Graal dzięki połamanemu rytmowi, ale kończy się to przejściem w pozostałe ledwie poprawne piosenki. 

Aż sam nie wiem dlaczego jestem taki złośliwy. Przecież to ósmy album od Black Rainbow, który zdążył już przyzwyczaić do podobnej jakości kolejnych wydawnictw. A jednak najbardziej nie lubię w muzyce nudy. Bo dobre albumy są dobre, ponieważ są… dobre, a słabe albumy mogą być spektakularnymi porażkami, nieudanymi eksperymentami (które jednak w jakąś stronę rozwijają twórców) lub zwyczajnie śmiesznymi pokrakami. Uważam, że to właśnie nuda jest w muzyce najgorsza – ta chwila gdy po przesłuchaniu albumu nie potrafisz nic o nim powiedzieć, bo masz wrażenie jakby zupełnie nic się nie wydarzyło. Taki, według mnie, jest Cosmic Ritual Supertrip. Letni. Przeciętny. Bez emocji. Który brzmi jak próba Twojego amatorskiego zespołu, kiedy improwizuje sobie na rozgrzewkę, lecz nie ma konkretnego pomysłu na utwór. Największa różnica tkwi w tym, że Ty przerwałeś w końcu jammowanie i wróciłeś do mozolnego komponowania piosenek, a ktoś inny stwierdził że to nagra. Ba! Pójdzie z tym do studia i wyda album.

O autorze

Bartłomiej Kowal 'Jimi'

Bartłomiej Kowal 'Jimi'

Student psychologii. Humanista. Fan podróży, historii, kina i przede wszystkim muzyki. Szarpidrut od indie i upalonego bluesa. Lubię rum, kuchnię śródziemnomorską, psychodelię i Bałkany. W wolnych chwilach kłócę się w internecie oraz piszę o piosenkach dobrych i słabych.