Zespół Sztylety – Zostaw po sobie dobre wrażenie [2020]
6 lipca, 2020

Dawno nie było takiego roku jak ten, wszystko odwołane i chujowy wirus wszędzie, a do tego co chwile jakiś ciekawy debiutancki album pojawia się na rynku. Wcześniej pisaliśmy o Magu i Doli, które wydały swoje albumy z zaskoczenia i nikt specjalnie na nie nie czekał. Teraz skupimy się na zespole, na którego debiutancki album czekało wiele, a po wydaniu singla hajp sięgnął zenitu. 

Zespół Sztylety, to kapela z trójmiasta która 29 czerwca wypuściła swój debiutancki krążek. Jej styl jest ciężki do określenia, gdyż mieszają się tutaj wpływy post-punka, noise rocka, alternatywy, indi. Zresztą muzycy tego zespołu, grają/grali w zespołach powiązanych ze stylistyką black metalową i post-hardcorową. I właśnie ten miks doświadczeń sprawia, że muzyka sztyletów jest tak ciekawa. Wystarczy spojrzeć na singlowy Wtedy kiedy będziesz martwy; spokojne zwrotki, podczas których można pobujać się jak i mocny agresywny refren. Takich zabiegów stylistycznych jest więcej na całym albumie. Wygląda to na mrugnięcie do fanów muzyki alternatywnej, zresztą nie tylko do nich, pojawia się tutaj cover Furii wskazujący na black metalowe zamiłowanie muzyków. W dodatku, aranżacja tego utworu w wykonaniu chłopaków wypada bardzo ciekawie, jeden z lepszych jakie ostatnio słyszałem. 

Muzycznie bardzo przyjemnie słucha się gitarowego duetu, który bardzo płynnie przechodzi z pięknych i rzewnych melodii, poprzez chłód zimnej fali aż do noise rockowej ekspresji. Lecz to nie gitary zasługują tutaj na pierwszy plan a praca perkusji, która jak dla mnie napędza cały materiał. Jak już chwalę zespół nie sposób nie wspomnieć o charyzmatycznych wokalach i ich liniach melodycznych.

Większość albumu utrzymana jest w poważnym i refleksyjnym tonie, lecz nie przeszkadza to chłopakom wpuścić na album odrobiny humoru w postaci Hymnu. Śmieszno-smutny tekst o kondycji naszej kadry piłkarskiej nie psuje wymowy albumu, lecz daje chwilę wytchnienia na złapanie oddechu. Dodatkowo riff w tym utworze przypomina riff piosenki o dziewczynie pewnego znanego zespołu z Seattle. Zresztą wszystkie teksty mimo swojego pesymistycznego wydźwięku bardzo szybko zostają w głowie i swoją chwytliwością idealnie nadadzą się do odśpiewywania ich z publiką, kiedy tylko obecna sytuacja pozwoli na koncerty. 

Pojawiają się tutaj dwa nawiązania do wydanego rok wcześniej dema. Pierwsze oczywiste, w postaci utworu, który był na tamtym materiale i pojawia się w wersji praktycznie 1:1 na pełnoprawnym albumie. Drugim jest utwór Kiedyś

Chłopaki, jak dla mnie, totalnie sprostali oczekiwaniom jakie miałem w wobec tego albumu po jaraniu się demówką.  Do tego strasznie ciekaw jestem w jaką drogę eksperymentalną pójdzie zespół i czym nowym zaskoczy w przyszłych wydawnictwach.  Oby tylko coraz bardziej rosnący hajp i możliwa presja podwyższenia poprzeczki nie wypaliła ich muzycznie.

PS zespół wydawany jest przez Koty records, a chyba każdy uwielbia te małe włochate skurwysyny ;3 

O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.