Mamy komfort komponowania tego co nam się podoba – wywiad z Ignacym Macikowskim [Zespół Sztylety]
18 lipca, 2020

Rok 2020 zostanie zapamiętany jako chujowy rok. Wirus rujnujący koncerty zarówno te klubowe jak i duże festiwale, izolacja no i czas spędzony w domu na kwarantannie. Na pewno zostanie też zapamiętany jako rok obfitujący w bardzo dobre debiuty. I takim na pewno może się pochwalić Trójmiejski zespół Sztylety. Zawsze trzeba znajdować jakieś plusy, a jakie znalazł perkusista tej formacji Ignacy Macikowski dowiecie się w tym wywiadzie. 

Rozmawiamy tydzień po premierze debiutu. Jak samopoczucie, opadły już wszystkie emocje związane z premierą? Jakie opinie do was dochodzą o płycie? 

Szczerze mówiąc, odpowiedź ludzi na ten debiut jest pozytywna i nie spodziewałem się tego. Mam wrażenie, że rozbudował się relatywnie duży hype po demówce, która była nagrana u mnie w pokoju i na której niewiele w sumie słychać. Została ona przyjęta bardzo dobrze, co było dla nas zaskoczeniem. Dostaliśmy wielki bilet zaufania od ludzi, którzy stwierdzili że poczekają na to co pokażemy na debiucie. Poprzeczka odnośnie oczekiwań była wysoka i chyba nam się udało. Nie widziałem jakoś negatywnych komentarzy i jest to dość ciekawe. Jestem realistą i nie spodziewałem się, aż takiego odbioru tego i “sukcesu”. Nie spodziewałem się nawet, że ktoś nas wyda i myślałem, że wszystko będziemy musieli robić sami. 

Mówisz o tym hype związanym z demem, czy przez to czuliście presję przy tworzeniu materiału na debiut? 

Tworząc materiał nie, piosenki jakoś same jakoś wychodzą. Mamy komfort komponowania tego co nam się podoba. Nie byłem po prostu pewien jak ludzie to przyjmą. Najbardziej chyba przy wypuszczaniu singla, a wcześniej przy tworzeniu do niego teledysku. Potem wyszedł i ma z trzy tysiące wyświetleń, co jak dla nas to ogromnie dużo. Po tym zeszła ze mnie ta presja, zauważyłem że ludzi się podoba brzmienie i piosenka i wyszedłem z założenia, że reszta też im się spodoba. 

Trafiliście na kanał Metalurgia i na strony Metal Hammera, spodziewaliście się odbioru w takim środowisku powiązanym z metalem? 

Jesteśmy trochę związani ze sceną metalową, przez środowisko w jakim się obracamy i przez inne nasze projekty. Słychać to też w piosenkach, że mamy wpływy sceny black metalowej. Mam mimo to wrażenie, że Metalurgia mimo nazwy nie jest kanałem tylko o metalu, tylko ogólnie o muzyce. Nie jestem ich znawcą ale strzelam, że na początku był tylko metal, stąd nazwa, a potem po prostu rozwinęli się w stronę rozmów o muzyce bez większych podziałów gatunkowych. Tak samo chyba jest z Metal Hammerem. Otwiera się na nowe niszowe zespołu i nowe gatunki. Jest to fajne, że można się pokazać w takich mediach i myślę, że jest to dla nas sukces, że jakieś czasopismo o nas coś napisało. 

Właśnie mówisz o tych innych projektach, jak patrzę na nie to pojawia się tam black metal, post-hardcore. Jaki wpływ mają doświadczenia nabrane w tych projektach na muzykę Sztyletów? 

To nie jest tak, że specjalnie implementujemy te wpływy do muzyki Sztyletów. Nie jest tak, że mówimy np., że o tutaj można zrobić blasty albo tutaj jakiś typowy hardcorowy riff. To wszystko wychodzi samo z siebie, pewnie z przyzwyczajenia. Po prostu na przykład Szymon przynosi riff, który jest bardzo hardcore punkowy, a my mówimy “czemu nie”. Ze względu na naturę tego zespołu nie zamykamy się w jednym gatunku i nie bawimy się w żadne ograniczenia. W moim przypadku, jako że jestem perkusistą, wymyślam tylko patenty na ten instrument. Nie pisałem riffów na ten album. W momencie kwarantanny jak siedziałem w domu, z powodu grania w kilku zespołach jak mam jakiś pomysł na riff gitarowy to mam dylemat do jakiego zespołu go dać. Mam zespół Żurawie, i jest on dość post-hardcorowy i tutaj mam największy dylemat, który pomysł dać do którego zespołu. 

Słuchając waszego dema mam wrażenie że pierwsze skrzypce grają melodie gitarowe, tutaj mam wrażenie, że to perkusja napędza cały materiał. Co o tym powiesz jako bębniarz?

No właśnie widziałem, że dużo ludzi mówi o perkusji na tym materiale, która trzyma to w całości. Szczerze nie spodziewałem się tego. Nie jest ona w miksie z przodu i może jest to kwestia produkcji. Przy nagraniu demówki nie za wiele wiedzieliśmy o nagrywaniu i robiliśmy to na partyzanta. Mieliśmy dwa mikrofony pojemnościowe i momentami nawet nie dało się usłyszeć perkusji, zwłaszcza stopy. Może to wszystko jest aspektem kreatywnej perkusji na debiucie. Ludzie mówią, że na przykład w utworze Czekanie, jest fajna perkusja. Może po prostu rozwinąłem się kreatywnie i staram się nie grać tego samego. Na pewno nie był to mój zamiar umieszczenia perkusji na pierwszym planie i osobiście nie zauważyłem żeby tak było. 

A jak doszło do tego, że muzycy z różnych projektów i szufladek muzycznych postanowili połączyć siły i stworzyć zespół Sztylety? 

Kiedyś jak jechaliśmy samochodem Szymon wyskoczył do mnie z tekstem, że z Marcinem zakładają zespół post-hardcorowy i będzie się nazywać Sztylety. Ja, nie biorąc tego na poważnie z powodu grania już w chyba dwóch zespołach, ciężko powiedzieć, po prostu powiedziałem ok. Początkowo Łukasz miał grać na syntezatorach, ewentualnie na innej elektronice, ale z powodu braku sprzętu na pierwszej próbie po prostu zaczął grać na gitarze. Nawet nie wiem jak on się w tym znalazł. My z Szymonem i Marcinem byliśmy już powiązani przez wspólne zespoły i jakoś tak się spiknęliśmy. A Łukasz w tamtym momencie był po prostu kumplem grającym na instrumentach i tak został chyba w to wciągnięty. No i tak powstały Sztylety. Nie mamy problemu z graniem czegoś nowego, bo każdy z nas słucha różnych rzeczy i nikt nie jest zamknięty w żadnej szufladce. 

I od początku chcieliście być zespołem ze smutnymi tekstami? 

Nie wiem, chyba nie. Ciężko mi to powiedzieć, wszystkie teksty napisał Szymon i część z nich miał już na pierwszej próbie. O to już musisz pytać jego. Ja nie ingerowałem w teksty, ale chyba nie było takiego zamiaru, żeby było smutno i tak po prostu wyszło. To chyba tylko chwilowe. Może dwójka będzie o jeżdżeniu ciężarówką i fajnym małżeństwie i nudnej przyszłości. 

Całość właśnie i muzycznie i tekstowo, nawet z coverem jest bardzo spójna. Poza Hymnem polskiej reprezentacji na cokolwiek, czy waszym zamysłem było wstawienie żartobliwego numeru jako chwili oddechu od poważnej tematyki? 

Faktycznie, ten tekst odstaje stylistycznie od innych i był moment, że zastanawialiśmy się nad usunięciem go z albumu i umieszczeniem gdzieś indziej, gdzie by bardziej pasował. Mnie się strasznie podobał ten tekst i strasznie lubię ten kawałek. Ten głupi zabieg na perkusji z wybijaniem rytmu jak na meczu. Szkoda byłoby nie wykorzystać tego utworu. Nie zakładaliśmy, że będzie jakimś oddechem na płycie. Nie wszystko jest przemyślane, jak by się mogło wydawać. 

A cover Furii?

To jest pomysł Marcina, bo on jest wielkim fanem zespołu Furia. Mieliśmy pomysł umieścić jakiś cover tak jak na demie, bo fajnie wyszło. I potrzebowaliśmy czegoś ciekawego i mocnego. Coś co wzbudzi jakieś emocje i zaskoczenie. No i Marcin wyskoczył z pomysłem, że to powinna być Furia. Szymon tylko powiedział, że jak ten tylko wymyśli do tego riff to spoko. Marcin po prostu przyszedł na próbę i od ręki wymyślił riff i siadło. Nie wiem jak to się stało. Później spięliśmy to w całość i jest na albumie. Ludzi chyba się to spodobało i możemy to uznać za sukces i poszerzenie zdolności robienia coverów. Ja jestem z niego zadowolony. 

Wyszło super i rewelacyjnie pasuje do albumu. Śledząc waszego Instagrama zauważyłem, że wznowiliście próby. Szykujecie się do planowania koncertów czy nie chcecie być w stagnacji? 

Są w planach koncerty, ale na razie nic nie jest ogłoszone. W zespole jestem tylko marnym pionkiem, więc nie mam prawa na razie nic tutaj zdradzić. Plany są, niestety z próbami jest ciężko. Epidemia zablokowała nam możliwości robienia prób, bo nie wszyscy mieszkamy na tą chwilę w trójmieście. Wszystko musi być zorganizowane, żebyśmy się mogli zebrać w czwórkę, a to wymaga od nas innego trybu pracy, którego musimy się jeszcze nauczyć.

Wiele zespołów z już sporym stażem na rynku mówi jak cała ta epidemia i sytuacja z wirusem niszczy ich karierę. Jak to wygląda z perspektywy zespołu co na debiutuje na rynku w samym środku pandemii? 

Z jednej strony szkoda, bo wypadły nam koncerty. W prawdzie są to tylko lokalne koncerty, ale nawet chciałem je zagrać. Lubię grać, więc szkoda. Z drugiej strony z powodu całej tej sytuacji może więcej uwagi zostanie poświęcone tej płycie. Nie wiem czy to prawda, ale może tak jest. Może przez brak koncertów w świecie muzyki i brak festiwali jakieś nowe wydawnictwa się wybiją bo ludzie siedzą w domach i słuchają. Może taki jest tego plus. Może stać się tak, że ludzie najpierw posłuchają płyty i potem pójdą na koncert zobaczyć nas na żywo, bo przecież każdy lubi bardziej to co już jakoś zna. Jakiś pozytyw w całej tej sytuacji. Na pewno nie zrujnowało nam to nieistniejącej kariery. 

O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.