Antumbra – High Tide EP [2020]
2 sierpnia, 2020

Zaczynam naprawdę lubić Szczecin, choć nigdy, przenigdy tam nie byłem. A to wszystko za sprawą rosnącej tam okołopustynnej stonerowej zajawki wyrażonej za pomocą kolejnych nowych zespołów. Dopiero co wydana została płyta Powerplanta, więc teraz cofnijmy się o kilka miesięcy i pogadajmy o EPce Antumbry, którą wydali w połowie marca 2020 roku. 

Czas na kącik astronomiczny, bo nazwa zespołu nawiązuje do zaćmienia obrączkowego – bardzo pięknego zjawiska, gdy Księżyc zasłania słońce, ale nie wypełnia całej powierzchni Słońca, dzięki czemu widzimy słoneczną obrączkę.  Czy pasuje do jakkolwiek do zespołu? Tak, bo zespół jest piękny – już tłumaczę dlaczego.

Antumbra wykonuje muzykę z pogranicza stoner rocka, psychodeli oraz heavy metalu. Ten ostatni słychać w szczególności w wokalach. Jest go tutaj dość dużo, porównywalnie więcej niż w innych polskich zespołach stonerowych. Nadaje on tonu każdej z czterech kompozycji. Jest delikatny, z potężniejszymi momentami, góruje nad instrumentami zawierając w sobie najwięcej emocji. Słyszę w nim sporo Bruce’a Dickinsona, a momentami wręcz Jamesa LaBrie z Dream Theater, ale w najlepszej możliwej formie. Świetnie to komponuje się z melodyjnymi gitarami. Instrumenty z uwagi na jakość nagrania czasami giną w miksie, jednak ten brud nie przeszkadza. W niektórych momentach, tych spokojniejszych może bardziej, ale przy przesterowanych gitarach dodaje to pewnego grunge’owego pierwiastka dobrze pasującego do całości.

Są trzy rzeczy, na które zwróciłem szczególną uwagę podczas słuchania tej EPki. Całego wydawnictwa słucha się bardzo płynnie, utwory mają odpowiednią długość, nie czuć niepotrzebnego wielbienia riffu, który akurat w tym przypadku mógłby zaszkodzić. Po drugie perkusja – świetnie nabita, z różnymi pomysłami na bicie powoduje, że utwory mają swój groove, a dynamika zyskuje kolejne poziomy świetności. Ostatnia uwaga to cały utwór All Art Is Useless. To mój osobisty faworyt – jest bardzo nastrojowe intro, z wiodącą melodią i minimalistycznymi wstawkami, dalej budowanie napięcia, wejście wokalu, nastrojowość sięga zenitu. A do tego nawiązanie do Oscara Wilde’a i jego wypowiedzi nt. sztuki. 

High Tide zaczyna się i kończy szybko, wręcz za szybko. Ale pokazuje to, że pomysły na utwory zespołu są przemyślanie, nic nie jest wydłużone na siłę, „żeby tylko wydłużyć album”. Dostajemy konkretną wizytówkę nowego zespołu, który od początku ma pomysł na siebie. Antumbra przed zarzuceniem EPki udostępniła pojedynczy utwór Irrevelant, który bardzo mocno nastroił mnie na pełniejsze wydawnictwo. No i warto było poczekać. Oby tak dalej, ja osobiście będę jeszcze mocniej czekać na kolejne pomysły kwintetu

O autorze

Łukasz Jamiołkowski

Łukasz Jamiołkowski

Redaktor recenzji

Nałogowy słuchacz wszystkiego – od stoner rocka, psychodelę i metal, poprzez eletronikę wolną i szybką, kończąc na śpiewie ptaków i szemrze wiatru.

Do tego skromny gitarzysta, niespełniony elektrotechnik i zbyt miły człowiek. Uwielbiam gadać o muzyce, więc to robię.