Dola – Dola [2020]
11 sierpnia, 2020

Zespoły, które nagle wypuszczają swój debiut do sieci bez prezentowania się wcześniej mają ułatwione zadanie. Zero oczekiwań i presji, albo się uda i muzyka spotka się z pochwałami i ściągnie droga pantoflową wielu słuchaczy, albo zniknie pośród innych dźwięków i po problemie, zero rozczarowań. 

Jak się pewnie domyślacie toruńska Dola jest właśnie takim strzałem znikąd, który jakiś czas temu pojawił się w czeluściach internetu i jak się pewnie domyślacie, nie przepadł, a wręcz wypłynął na salony. 

Salony jednak, w rozumieniu tych trzech panów to nie wykwintny bankiet, szwedzki stół z owocami morza i drogi szampan. Jest to obrzygany, opuszczony, ciemny zakład psychiatryczny w którym czas spędzają naćpani degeneraci. Taka jest właśnie ta muzyka. 

Mamy tutaj okazję obcowania z mieszanka black metalu (wyczuwam tutaj inspiracje francuską sceną, a zwłaszcza Deathspell Omegą), sludgowych riffów i domowego klimatu. Oczywiście jest to podstawowa mieszanka urozmaicona w poszczególnych utworach. W otwierającym album Olbrzymie mamy więcej sludgu, za to w tytułowym kawałku mamy praktycznie czysty black metal. Tak jak wspominałem wyżej, nie brakuje tutaj inspiracji innymi gatunkami i przykładowo w Wpuść nas mamy patenty rodem z post-rocka, a w Gdy wszystko się skończy oni nadal będą czekać  wrażliwsze ucho wyłapie wpływy Death z ich późniejszego okresu twórczości.

Brzmienie całego albumu jest obrzydliwie piwniczne, a porównaniu do debiutu Maga, którego recenzje też tutaj znajdziecie, bas jest pięknie podkręcony i słyszalny.  I tak jak w przypadku przywołanego wyżej toruńskiego debiutu, mamy tutaj teksty w języku polskim. Oczywiście maniera wokalna jest nad wyraz nieczytelna i ciężko się zorientować we wszystkich padających słowach. Pewne jest za to to, że teksty te nie są przyjemne i nie opowiadają o radosnych momentach, które człowiek chce pamiętać do końca życia. Mamy tutaj do czynienia z horrorem i to tym najgorszym z możliwych, gdyż nie mowa tutaj o potworach z ekranu czy też stron książki, ale o naszej egzystencji. 

Album robi wrażenie jako całość i ciężko mi sobie wyobrazić słuchanie jego poszczególnych utworów, co może być w przyszłości trochę problematyczne na koncertach. Słowem podsumowania, mimo że nie do końca rozumiem cały ten ogromny hajp na ten zespół, z czystym sercem polecam każdemu zainteresowanemu takimi klimatami, bo naprawdę warto i będę do niego wracać, zresztą wersja fizyczna już zamówiona. Ciekaw jestem jak chłopaki poradzą sobie podczas przyszłego nagrywania, z niewątpliwą presją i oczekiwaniami jakie ma w stosunku do nich coraz większe grono odbiorców. 

O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.