Imperial Triumphant – Alphaville – To czego posłuchamy: metalu czy jazzu?
4 września, 2020

Tak

Tym dość nieśmiesznym żartem chciałbym zacząć recenzje prawdopodobnie najciekawszego wydawnictwa drugiej połowy 2020. Mało jest zespołów, które są w stanie połączyć ciężkie metalowe granie spod znaku death czy black metalu z takim gatunkiem jakim jest jazz. Oczywiście można powiedzieć, że zrobił to norweski Shining, lecz późniejsze dokonania tej grupy pokazują, że był to tylko jednorazowy wyczyn i nie są już raczej zainteresowani takim graniem. Znajdzie się pewnie wiele zespołów co w mają w składzie saksofon, lecz czy to czyni je od razu jazzowymi?

Imperial Triumphant z kolei w skuteczny sposób łączy stylistykę ekstremalnego metalu z tym dość niełatwym gatunkiem. Eksperymenty rozpoczęte na Abyssal Gods, a kontynuowane na wyśmienitym albumie Vile Luxury rozwijane są tutaj w już do perfekcji. Nie mamy tak jak na poprzedniczce równej mieszanki obu gatunków, a jestem skłonny powiedzieć nawet, że na tym albumie mamy więcej free jazzu. I jest to ogromny plus. Przykładem takiego utworu, w którym króluje właśnie jazz jest Transmission to Mercury. Muzyczna warstwa jest nim przesiąknięta aż do granic możliwości. Po raz kolejny, dostajemy w muzyce klimat wielkiego miasta jakim jest Nowy York, z którym muzycy są emocjonalnie związani tak bardzo, że nawet okładka albumu przedstawia wieżowiec w kształcie scenicznego ubioru muzyków na tle metropolii. Poza autorskim materiałem znadziemy tutaj dwa covery wykonane w stylistyce nie odbiegającej od reszty albumu. Mamy tu oczywisty strzał w postaci Voivod,oraz małą niespodziankę w postaci utworu The Residents, zespołu który moim zdaniem ostatnio został trochę zapomniany, a jest naprawdę godny uwagi. Sam Zachary Ezrin mówi, że właśnie oni wpłynęli na jego postrzeganie muzyki.

Kończąc o muzyce, skupię się na treści lirycznej albumu. Całość opiera się o istnienie fikcyjnego tytułowego państwa-miasta znanego. Jest to dystopia, w której ludzie zmuszani są do samouczenia się za pomocą elektronicznego mózgu, który pozbawia ludzi wyższych uczuć i tworzy z nich wraki. Całość opiera się również na zatracaniu pierwotego znaczenia słów i przypisywaniu im nowego. Patrząc w jakich czasach obecnie nam przyszło żyć i jak bardzo państwa dążą do tworzenia takich dystopi oraz kontrolowania obywatela, temat poruszany na tym krążku jak i ostatnim od Oranssi Pazuzu jest cholernie adekwatny i trafiony w punkt.

Jako szybkie podsumowanie tego co napisałem wyżej powiem tylko, że jest to album, który pod koniec tego roku na pewno znajdzie się w moim osobistym top 10, tak samo jak wymieniony w tekscie album finów. Cóż, jeśli nie obce wam są klimaty death/black metalowe, a do tego w czasie relaksu lubicie posłuchać free jazzu, to jest to dla was pozycja obowiązkowa. A może nawet za kilka lat będzie to podręcznikowy przykład jak mieszać oba te gatunki i źródło inspiracji dla wielu nowych kapel. Zobaczymy.

O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.