Hydra – From Light to the Abyss [2020]
9 września, 2020

Mówi się, że niektóre muzyczne trendy przychodzą do naszego pięknego kraju z dziesięcioletnim opóźnieniem. No i rzeczywiście – muzyka spod znaku dymu i ciężaru mozolnego riffu potrzebowała czasu, by u nas zakwitnąć. To, co działo się w Europie czy USA we wczesnych latach 2000., u nas pojawiło się dopiero w drugiej dekadzie. Jedne zespoły wprost odnoszą się do dokonań swoich idoli, inne próbują tylko skubnąć stonerowego tortu dodając od siebie innowacje międzygatunkowe. Hydra należy do tej pierwszej grupy, ale nie nazwałbym jej marnym naśladowcą. Ba, jeśli chodzi o Polskę, myślę że Hydra na swój sposób się wybija. Wybija się… przebojowością, podobnie zresztą jak Dopelord. I nie, nie używam tego słowa jako przytyk, wręcz przeciwnie. Na debiucie zespołu From Light to the Abyss, wydanego w labelu Piranha Music, do którego zaczyna należeć coraz więcej młodych i nie młodych, ale za to samych superowych zespołów (Diuna, MuN, MAG), mamy tu do czynienia z pięcioma utworami utrzymanymi w klimacie tradycyjnego doom metalu. Do tego doomu dodano pierwiastek piosenkowy. Utwory łatwo zapadają w pamięć poprzez chwytliwe riffy i panujący nad nimi wysoki melodyjny wokal.

Niektóre motywy przypominają trochę dokonania pleszewskiego Red Scalp. Porównanie nie jest pozbawione sensu, wszakże głosem i jedną z gitar w Hydrze jest Dąbek – gitarzysta właśnie Red Scalp. Niektóre dźwięki wydają się znajome, ponieważ wykorzystywane są podobne techniki, jednakże Hydra jest masywniejsza, pozbawiona psychodelicznego vibe’u, surowsza.

Utwory nie są grane na jedno kopyto – znajdą się tutaj grubo ciosane riffy, a także te bardziej synkopowe.  Zauważyłem jednak powtarzającą się tendencję do tworzenia refrenów/przejść do refrenów na tej samej progresji akordów. Jest to jeden mankament, który rzucił mi się w oczy, a raczej w uszy. Czy jednak skreśla to dokonania zespołu? Skądże znowu! Muzyka Hydry to mocne odnoszenie się do klasyków gatunku – Black Sabbath czy młodszego Uncle Acid and the Deadbeats, ale skłamałbym gdybym powiedział, że to podrabiana kalka. Prawdą jest to, że w gatunku, w jakim obraca się zespół naprawdę ciężko o innowacje, więc gdzieniegdzie usłyszymy tu znane motywy powtarzane przez zespoły przez lata, ale w ogólnym rozrachunku mieszanka ciężaru, przebojowości i rozciągniętych melodii jest lekkostrawna i smaczna. Dodając do tego oprawę graficzną wykonaną przez Miodka z Dopelorda, mamy wrażenie jakby From Light to the Abyss był wstępem do jakiegoś horroru klasy B. I tak chyba miało być i ja to kupuję.

Płyta jest w ogóle bardzo dobrze nagrana, a myślę, że to dość istotne w przypadku debiutu. Zachęca to do głębszego wniknięcia w zespół. Tylko czy utwory w swojej wersji na żywo także robią dobrze słuchaczowi? Miałem tę przyjemność posłuchać Hydry na żywo przed występem Dopelorda w Warszawie i bawiłem się naprawdę dobrze. Co prawda materiał słyszałem wtedy po raz pierwszy, a przesłuchanie płyty jeszcze na mnie czekało, to występ bardzo mocno mnie na nią nakręcił. I ja wiem, że ludzie w 2020 mogą już nie szukać doom metalu, ale Hydrę naprawdę warto ogarnąć, bo grają solidne ciężkie granko z dozą piosenkowego polotu, którego nie doświadczycie często w Polsce. Widzisz, że Hydra gra u ciebie w mieście? Nie zastanawiaj się, idź posłuchać chłopaków.

O autorze

Łukasz Jamiołkowski

Łukasz Jamiołkowski

Redaktor recenzji

Nałogowy słuchacz wszystkiego – od stoner rocka, psychodelę i metal, poprzez eletronikę wolną i szybką, kończąc na śpiewie ptaków i szemrze wiatru.

Do tego skromny gitarzysta, niespełniony elektrotechnik i zbyt miły człowiek. Uwielbiam gadać o muzyce, więc to robię.