RIFFFIELDS 2020, czyli polski stoner ma się pięknie. Nawet w pandemii. Na prywatnym festiwalu. (Relacja)
24 września, 2020

Ten rok zapowiadał się koncertowo świetnie. Mieli być Colour Haze na RSF, mieli być King Gizzardzi I Clutch na Woodstocku, miało być Forming The Void we Wrocławiu, miało być Heilung, Witchcraft, Judasi i Oranssi Pazuzu na Mysticu, a tu przyszedł przełom luty/marzec, i pach, świat oszalał. Nie będę opisywał jak pan „wirus” wywrócił do góry nogami cały świat, jeszcze do niedawna myślałem, że w tym roku nie uda mi się nic poza paroma koncertami (ostatni przed „plandemią” to Black Smoke i Mary w Desdemonie we wspomnianym końcu lutego). Aż tu nagle, ni stąd, ni z owąd, pod koniec lipca przychodzi Smokes of Krakatau, zapowiada i organizuje prywatny festiwal na prywatnym terenie, gdzieś w Wielkopolsce, w otoczeniu opuszczonego dworca PKP, pola kukurydzy i „wiatraków”. Miejsce dość kameralne, ale klimatyczne, do muzyki zwanej stonerem nadaje się jak najbardziej. A niedługo potem czterech chłopaków z Trójmiasta jedzie niemal 400 km, żeby na 2 dni się oderwać od rzeczywistości… i udało im się to z nawiązką. Jest Było prześwietnie.

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjęcia moje\IMG_20200912_153725.jpg
Zdjęcie 2. Riffields 2020. © Krzysztof Exis.

Dzień pierwszy – Piątek.

Zaczynali organizatorzy, czyli Smokes of Krakatau. Granie było w porządku, brzmieniowo okej, wokalnie w miarę, chociaż ewidentnie na demie i na żywo wyróżniają się dwa utwory – heavymetalowe Pleiades, i coverowy Kombajn Bizon (swoją drogą, lepszy od oryginału). 

P.S. Po feelingu Kombajnu, w porównaniu do innych piosenek, mały hint – śpiewaj Byron po polsku, lepiej to CI wychodzi 😉 

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119705228_3288665017883505_9028528130992996708_o.jpg
Zdjęcie 3. Smokes Of Krakatau. © The Buried Herald.

I nadeszli… MuN. Koncert bardzo na czasie, bo parę dni przed datą festiwalu wydali nową (jakże świetną!) płytkę i grali ją na żywo. Był gruz, brud, ale także chill i tripy. Czyli to, co najlepsze w MU-UUUN (kto był, pewnie ten okrzyk pamięta, a kto nie był, pewnie kiedyś jeszcze usłyszy, hehe). Od spokojnej psychodelii do sludgeu, nierzadko w jednym kawałku. No i mocny wokal. Była MOC. To już nie była rozgrzewka, to był wpierdol. 

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119710071_3288665597883447_1800534774446747800_o.jpg
Zdjęcie 4. MuN. © The Buried Herald.

Headliner pierwszego dnia – Tortuga. Po styczniowym koncercie w Desdemonie (razem z Red Scalpami) miałem mocny niedosyt, bo wówczas grali bez Pabla (gitarzysty) i nie było za dużo piosenek z nowej płyty. Tutaj się to zmieniło i całkowicie mnie to zadowoliło. Piosenki z Deitities, takie jak For Elizard, czy Black Pharaoh II brzmią wybitnie na żywo. Pełna profeska. Wszystko zagrało jak trzeba, wokale, brzmienie, flow, “woh-woh” i przestoje. Bardzo dobry Pierwszorzędny Proto Doom. Szkoda tylko, że nie mieli vinyli, ale to ma się zmienić w niedalekiej przyszłości…

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119828451_3288665234550150_1245078416764257538_o.jpg
Zdjęcie 4. Tortuga. © The Buried Herald.

Dzień drugi – Sobota. 

Dzień drugi rozpoczęty od prysznica (tylko zimna woda, ale lepsze to niż na brudno), potem poranne rozmowy przy kawie, piwie i cieście (genialny pomysł z tymi  ciastami!) z pięknymi ludźmi w otoczeniu pięknej pogody i pięknego krajobrazu.  

Około 12 na scenę wchodzi pierwszy zespół. Płonąca mumia. Etniczny, transowy, mocno improwizowany performance, z szamańskimi rytmami à la Outlands Sunnaty, jednak brzmieniowo bardziej etnicznie (głównie za sprawą bardziej folkowych bębnów; conga, djembe, bongosy). Ciekawe doświadczenie, ale, hm, raczej  niestety, jednorazowe lub tylko koncertowe. Próbowałem słuchać na YT wcześniej, było tak sobie, koncertowo wypadają dużo lepiej, ale szkoda mi słuchać tego znów bez studyjnej wersji, by nie zepsuć sobie wrażenia z live’a.

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119711291_3292351530848187_6277666753085853645_o.jpg
Zdjęcie 5. Płonąca Mumia. © The Buried Herald.

Następni byli, nowy ewenement na mapie polskiego stoneru – Hydra. Wydany zaledwie 3 tygodnie wcześniej (licząc od daty festiwalu) debiut już zdążył sporo namieszać. Teoretycznie nie ma w tej muzyce nic rewolucyjnego, ot, riffy które wszyscy znamy i lubimy (choćby w Dopelord czy Red Scalp), ale podane w bardzo przebojowy i niezwykle chwytliwy sposób. Taki też był ten koncert. Przebojowy niczym hard rock, sunący naprzód niczym amerykański challenger po kanionach i pustyniach, a kończący się tylko, dlatego że… no utwory muszą się kiedyś kończyć. Bo są utworami, nie 30-minutowymi jamami à la Electric Moon, Electric Octopus czy pierwsze albumy Earthless.  Ale też nie kończyły się planowo, były lekkie wydłużenia i eksperymenty (jest parę miejsc w albumie, w których jest miejsce na porządną solówkę i chłopaki wykorzystali to na koncercie). Było dobrze!. Pozostało czekać na więcej koncertów, więcej materiału… i vinyla?

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119769812_3292352247514782_6265631114435670320_o.jpg
Zdjęcie 6. Hydra. © The Buried Herald.

Power Plant (czyt. Pałer Blant). Zespół, który z płyty na płytę zmienia swe oblicze wręcz diametralnie, ostatnio z energetycznego, wokalnego grania ciut à la grunge, poszli w stronę instrumentalnych pejzaży psychodelii, trochę krautrocka i oniryzmu. Koncertowo było bardzo poprawnie, ale mogło być lepiej. Były naprawdę fajne momenty. Ale były też i nudniejsze momenty. Jako całość, na albumie słucha się tego przyjemnie, ale na żywo niestety, w jakiś sposób nie robią takiego wrażenia. Może fajniej by było zrobić ten koncert przeplatając kawałki wokalne z poprzedniej płyty, tymi z nowej? Byłby całkiem fajny kontrast. Moim zdaniem wyszłoby na plus. Przemyślcie to. Jeśli to czytacie, panowie z PowerPlant.

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjęcia moje\IMG_20200912_151542_1.jpg
Zdjęcie 7. PowerPlant. I “Slow” w tle. © Krzysztof Exis

The Devil in the name. Diabeł w nazwie. Piwko i metal. A w ich przypadku, raczej wóda i szatan. Brzmieniowo/muzycznie było dobrze, Proto-metal w pełnej okazałości, ale wokalista musi się jeszcze dużo “naumieć” i nie tylko tekstów, ale i chociaż techniki. Jedyny koncert, na którym zamiast wokalu słychać było w dużej mierze charczenie. Przy okazji, był to koncert niemal jubileuszowy, gdyż basista  dwa dni wcześniej miał urodziny, które jak sam się przyznał na scenie, oblewał bardzo skutecznie…

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119704481_3292351514181522_9067763718789554478_o (1).jpg
Zdjęcie 8. Devil In The Name. © The Buried Herald.

Andromeda Space Ritual. Ten zespół przenosi nas 2,5 lat świetlnych w kosmos,  i to jest bardzo adekwatne do brzmienia, kompozycji i ogólnego flow tego koncertu. Miejscami space, miejscami psychodela, miejscami minimalizm, ambient, by nagle podbudować trochę dynamikę (szczególnie na perkusji). Mało koncertują, mało są rozpoznawalni na scenie, nie wyróżniają się za bardzo z tłumu, ale muzykę tworzą dobrą. Niespodziewanie fajny koncert. Trochę taka czarna owca festiwalu, bo koncert był naprawdę udany, a nic go takim nie zapowiadało.

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119809745_3292351517514855_1850409890503408523_o.jpg
Zdjęcie 9. Andromeda Space Ritual. © The Buried Herald.

Strange Clouds. Kolejny koncert, na który czekałem, i na którym się nie zawiodłem. Było bujanko, było wczuwanko. Były dwa wokale (w zależności od piosenki), i organiczne flow. Ciekawy byłem nowej płyty na żywo (bo EPkę już miałem okazję usłyszeć) – jest solidnie. Ta muzyczka płynie kiedy chce, buja kiedy musi, i wciąga kiedy potrzebuje. Miejscami też jest trochę proga, a nawet są przeboje kiedy trzeba. Takie „Sexenergizer” z powodzeniem nadawałoby się do mainstreamowego radia. Chcemy trochę rozpropagować stoner? Grajmy Strange Clouds i Hydrę w radiach!
Może Stoner-radiach, haha?

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119808490_3292353280848012_6025232024436674133_o.jpg
Zdjęcie 10. Strange Clouds. © The Buried Herald.

I zbliżamy się do końca imprezy… Red Scalp. Cóż, chyba się nie pomylę dużo określeniem ich legendą polskiego stoneru. Organizatorzy najzajebistszego festiwalu świata stoneru, zagrali na innym, nie tak odległym od Pleszewa feście. Zagrali set bardzo podobny do tych z serii przełomu 2019/20, promujących nową płytę, mieszając kawałki z The Great Chase… niemal na przemian z Lost Ghost, robiąc przy tym świetne show, brzmieniowo, wokalnie i muzycznie, dla ucha i dla duszy. A gdy tłum chce sławetnego ‘Heja-ho, heja-ha”, grają chwilę Tatankę instrumentalnie, następnie przechodząc w lekko skrócone Rituals… Ciekawie to sobie wymyślili, podoba mi się ten motyw bawienia się pierwszą płytą, chociaż, osobiście, chętnie usłyszałbym jeszcze choćby Dance Of The Sun na jakimś koncercie… 

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119826808_3292353014181372_6790779681482203680_o.jpg
Zdjęcie 11. Red Scalp z Byronem (Smokes Of Krakatau) na wokalu. © The Buried Herald.

Podsumowanie

No i to tyle z zespołów… Warto było? Zdecydowanie warto było. Warto było robić jak oszalały cały poprzedni tydzień po 12-13h w pracy, żeby dostać parę dni urlopu, zresetować się i… znowu robić po 12-13h nadrabiając urlop. Z nową siłą i energią. Mały (jeszcze) rangą festiwal, który zapowiada się bardzo obiecująco, jeśli tylko organizatorzy podejmą wyzwanie i będą organizować kolejne edycje (czego im i sobie, żebym miał gdzie jeździć, bardzo życzę!). Na razie przyjechało tu podziemie polskiego podziemia (mały hint: dajcie Galileous na przyszły rok!), ale tak się powydarzało, że sporo z nich wydało niedawno nowe płyty i była to świetna okazja, by je wypróbować na żywo. Sprytnie to sobie poznaniacy z Smokes of Krakatau wymyślili i trzeba przyznać, że udało im się to bardzo. Począwszy od samego pomysłu na festiwal, charakter imprezy (secret location event, tylko dla zainteresowanych/prywatna grupa, zapisy przez formularz i ręczne wysyłanie emaili do zainteresowanych), przez cel imprezy (zbiórka na „kotki, pieski i inne przydupaski”, czyli fundację Animalia – była nawet licytacja koszulki zespołu Hydra specjalnie na fundację), kończąc na skołowaniu tego, czego muzyka nie zapewni – jedzenia i  picia. A to zasługuje na oddzielny akapit.

GENIALNY pomysł na wprowadzenie do takiego klimatu PYSZNYCH ciast (piernik i drożdżowe z budyniem FTW!) i mocno sycących, gęstych zup, gdzie jest więcej mięsa niż wody, a wszystko załatwione ponoć na ostatnią chwilę, od koła gospodyń wiejskich (które same sprzedawały swoje produkty pierwszego dnia). To było lepsze niż catering czy burgery na Red Smołku, naprawdę. No i Rock Browar Jarocin. Niczego sobie kraftowe piwka w cenie, jakiej w barze w mieście kupisz zwykłego koncerniaka. Szczególnie ta Rock Pils z butelki i ta pszeniczna IPA z amerykańskimi chmielami.

Pełen szacuneczek, panowie Byron, Wojciech i Arek. Do zobaczenia (mam nadzieję) za rok 😉

C:\IMPORTANT\MUSIC\SEKCJA_STONERU_PL\05.Relacja_z_Riffields_2020\zdjecia\119632315_3288665177883489_482629381881624579_o.jpg
Zdjęcie 12 Riffields 2020. © The Buried Herald.

Wersja TL;DR:

0. (poza rankingiem) Red Scalp, klimat imprezy, miejscówka, pomysł, Rock Browar Jarocin i CIASTA.

1. Tortuga

2. MuN

3. Strange Clouds

4. Andromeda Space Ritual. 

5. Hydra

O autorze

Krzysztof Exis

Krzysztof Exis

Zwykły chłopak z Pomorza, który od problemów na studiach uciekał często w stoner, potem coraz częściej stoner, a potem został już sam stoner. A potem coraz częściej pagan folk... Muza musi wciągać. Albo bujać. Albo mieć klimat. Albo mieć fajowski wokal. Albo (najlepiej) wszystko naraz.