O wrocławskim gruzie i nie tylko – wywiad z Black Smoke.
30 września, 2020

Autor zdjęcia: Kazimierz Ździebło 

Wrocławska scena około stonerowa jest dość specyficzna – nie jest tak mała i produktywna jak toruńska, gdzie mamy permutacje paru osób produkujących muzę, czy tak szeroko zdywersyfikowana jak warszawska. Nasza lokalna scena jest nie za mała, nie za duża, aczkolwiek jeżeli chodzi o gigi, to raczej uświadczymy przyjezdne kapele. Fenomenem wrocławskiej sceny jest też zjawisko sezonowości koncertów – są okresy, kiedy nic się nie dzieje, a potem są okresy, kiedy nie ma tygodnia, żeby coś się nie działo – sezony te są niezależne od pory roku. O tym i innym rozmawiałem z Bartkiem Ptakiem (gitara) i Damianem Śnieżkiem (wokal) z kapeli Black Smoke.

– W waszym dorobku macie dwa albumy studyjne Fuck society i Holy Reptilian Mother jak byście je opisali komuś, kto o was wcześniej nie słyszał?

Bartek Ptak (B): Głośno.

Damian Śnieżek (Ś): Pierwszy jest krótszy, a drugi dłuższy, bo pierwszy to epka, a drugi to długograj.

B: Pierwszy jest głośniejszy i szybszy, lecz drugi bardziej treściwy.

– Drugi album, w stosunku do pierwszego, jest dużo cięższy, wokale są brudniejsze i doszły różne smaczki typu syntezatory, saksofon czy nawet ukulele. Czy to była naturalna ewolucja, czy raczej wymuszona tym, że mieliście jednego gitarzystę mniej? 

Ś: Ojej, nawet nie zauważyliśmy, że pomiędzy epką, a LP zgubiliśmy jednego gitarzystę (śmiech), ale to fakt. Wszystkie zmiany nie były wymuszone, były raczej efektem poszukiwań. Pierwszy syntezator kupiłem po to, żeby wypełnić ciszę pomiędzy utworami na koncertach – nie znoszę konferansjerki i sypania banałami ze sceny, więc w tym czasie pozwalam sobie pobuczeć i poszumieć. Tomek, który nagrał natomiast partie saksofonu to nasz kumpel, który nagłaśniał kilka organizowanych przeze mnie koncertów, a przez chwilę dzieliliśmy nawet salkę prób. To świetny gitarzysta i w zasadzie przypadkiem dowiedzieliśmy się, że ciśnie na saksofonie. Powierciłem mu trochę w brzuchu i pewnego razu wpadł z nim na naszą próbę, a to, co zaimprowizował, wyrwało nas z butów na tyle, że pomysł wszedł na płytę. Towarzyszył nam też na koncertach z Deaf Kids oraz Fistulą i Grime – wyobraź sobie miny sladżowców widzących, jak ich support rozkłada się z saksofonem na próbie dźwięku (śmiech).

B: Była to bardziej kwestia zabawy. Skoro tak możemy to czemu nie, tak mi się wydaje. Urozmaicanie muzyki jest świetne, różnie wychodzi, ale u nas chyba na plus.

– Jak już jesteśmy przy utracie gitarzystów, to wasz główny szarpidrut wyjechał do Holandii. Z tego co wiem to gracie w tym momencie z Bartkiem (basistą tech-deathowego „Soundfear”). Jak sobie Bartek radzi z nowym instrumentem i zupełnie innym gatunkiem muzyki?

Ś: (Śmiech) Kto był na koncercie, ten wie jak sobie radzi, a za niedługo będzie miał szansę udowodnienia tego w studiu. 

B: Planujemy sobie nagrać z cztery czy pięć numerów.

Ś: Wbijamy niebawem kilka numerów na nadchodzące splity.

B: Tak jak mówiłeś, jestem w innym gatunku, jestem basistą, gram sobie death metal, a na gitarze przed Black Smoke grałem może z trzy godziny. Miałem bas, którego nie używałem, więc go sprzedałem, a gdy trafiła się okazja, to kupiłem gitarę. Nauczyłem się całego materiału ze słuchu, przyszedłem na próbę i chłopaki stwierdzili, że zajebiście, to sobie gramy, a za dwa miesiące mamy koncert (śmiech).

– Obecność na gigach z chłopakami jako kierowca pomogła Ci w przyswojeniu materiału?

B: O, w chuj (śmiech).

Ś: Stąd go znał.

B: Jeśli ktoś był na koncercie Black Smoke w przeciągu ostatnich 3 lat to chyba nie ma opcji, żeby mnie nie widział (jeździliśmy Soudfearowym busem). Przez jakiś czas dzieliliśmy też salkę prób. Gdyby tego było mało, to jeszcze przychodziłem do nich po pracy na próby pogadać i posłuchać nowych rzeczy. W ten sposób nauczyłem się na pamięć przynajmniej konstrukcji numerów, potem zostało już tylko rozkmininie jakie dokładnie dźwięki grają.

– Mieliście okazję ostatnio grać koncert. Jak wygląda koncertowanie pod rygorem sanitarnym w środku pandemii?

B: Zajebiście (śmiech), tak naprawdę nie odczuliśmy go, bo atmosfera była bardzo luźna. Przed samym koncertem mieliśmy taką rozkminę, że może być ciężko, obawialiśmy się, że jakaś siła z góry zamknie imprezę albo każe płacić kary już po fakcie. Ale Chlebek (Michał Chlebosz, manager klubu Akademia, w którym był koncert) powiedział, że on już organizował biby i nie było żadnych problemów, więc na samy gigu była luźna atmosfera. 

-A obecność dopisała?

Ś: Tak, jak najbardziej!

B: Ponad 100 osób przyszło.

Ś: Bardzo miło po takiej przerwie, tym bardziej że grały same lokalne składy nie licząc The Device.

B: Duża część ludzi to byli znajomi głodni koncertu, bo ile można słuchać muzyki z komputera czy gramofonu.

Ś: Jednak jak masz dostać 120dB w twarz to co innego (śmiech).

– W październiku zeszłego roku byliście na trasie, podczas której mieliście 3 koncerty na Białorusi. Jak to się stało, że was aż tam wywiało i jak w ogóle wyglądają realia koncertowania na Białorusi z taką  muzyką, jaką wy gracie? 

Ś: Ojej, jeszcze lata temu z Deaf Snowman Booking organizowałem gig, gdzie grał Morning Hookers – mój poprzedni zespół, i grało też Wolves Carry My Name – były zespół Konstantina. Tak się składa, że Konstantin jest teraz wokalistą Lifetaker, z którym jechaliśmy tę przebieżkę na Białoruś. Jakoś tak się zgadaliśmy od słowa do słowa, i pojechaliśmy na te pięć koncertów, oni jeszcze mieli dodatkowy jeden we Wrocławiu, który organizowałem. To naprawdę świetni goście, a ich muza wyrywa płuca!

B: A jeżeli chodzi o samych ludzi na Białorusi, to mają tam chyba bardzo ograniczone koncerty przez Łukasza. (śmiech) Jednak było dużo osób, bawili się chyba dobrze i poza tym, kurwa, ile my tam sprzedaliśmy merchu…

Ś: Głód muzyki jest tam zdecydowanie większy niż u nas. U nas jednak możemy sobie przebierać i praktycznie w każdym tygodniu jest jakiś koncert, jak nie u nas to w mieście obok –  tam nie ma takich wygód. Warunki koncertowe były w większości tragiczne, w pierwszy dzień graliśmy na salce, która była halą gimnastyczną, gdzie dzieciaki uczyły się jeździć na rolkach i desce, także warunków akustycznych nie było tam wcale. Dostaliśmy od organizatora malutki mikser i dwa fronty, nagłośniliśmy sam wokal i jakoś to pykło, jednak nie były to najbardziej komfortowe warunki, w jakich graliśmy. Następnego dnia przyszło nam grać w stolicy, gdzie miejscówka była na drugim czy trzecim piętrze – wnoszenie sprzętu było odpowiednią rozgrzewką przed koncertem. Trochę nas zdziwiło, że gdy wnosiliśmy cały sprzęt, to obsługa zabijała dechami okna, żeby nie było widać i słychać tego koncertu – daje to jakiś pogląd, jak te koncerty funkcjonują u nich w podziemiu.

B: Warto tu wspomnieć, że lokalizacja koncertu jest ukryta. Na VK (Vkontakty – lokalny odpowiednik Facebook) masz tak, że lokalizacja jest podawana na 2-3 h przed samym koncertem mimo tego, że wydarzenie wisi już kilka tygodni przed i podają instrukcję, gdzie musisz przejść, gdzie skręcić czy wejść na drugie piętro. Co jest bardziej pojebane, w Mińsku graliśmy koło parkingu policyjnego, urzędu skarbowego i jakiegoś ministerstwa więc byliśmy otoczeni różnymi służbami (śmiech). Niemniej jednak jak graliśmy w Brześciu, to klub był naprawdę porządny. Tam warunki odstawały od reszty, nagłośnienie było w pełni profesjonalne. Tylko że obcięli nam koncert do 20 minut, bo potem wchodziły stripteaserki i oligarchowie się bawili. (śmiech)  

-Śnieżek, Ty oprócz grania prowadzisz swój własny booking, jak wygląda organizacja gigu w naszym pięknym Wrocławiu? Czy wrocławski rynek klubowy, w którym zamyka się więcej klubów niż otwiera, przyjaźnie przyjmuje w swoje progi trasy mniej znanych kapel?

Ś: Sytuacja nie była zbyt ciekawa już przed pandemią, a teraz to już w ogóle niewiadoma. Kluby muszą jednak stawiać na pewniaki, którymi w tych czasach jest głównie hip-hop czy imprezy taneczne. Nie ma co się dziwić – biznes to biznes, a ciężka muzyka – szczególnie w tym podziemnym ujęciu nie przyciągnie tylu osób co modny raper. Niemniej trzeba sobie jakoś radzić – koncerty odbywają się w takiej czy innej formie, zawsze się odbywały i będą się odbywać.

B: No i nie ukrywajmy, warto mieć znajomości.

-Obecnie też siedzimy w takim miejscu, które przeszło przez taką restrukturyzację, jednak niecałkowite zamknięcie, bo zostały salki prób. Wiesz może coś więcej jak do tego doszło i jak wyglądał ten proces?

Ś: Oj, to trzeba by było pytać głównodowodzącego miejsca, ale można się domyślać, że mniej jest zamieszania z salkami prób niż z klubem i pewnie dlatego podjęto taką decyzję. Proces ten było widać po tym jak stopniowo przestawały być organizowane tu koncerty, aż do całkowitego ich zniknięcia. 

– Jak już jesteśmy przy Wrocławiu to porozmawiajmy o lokalnej scenie około stonerowej. Z grających kapel ja kojarzę, oprócz was, Spaceslug, Odra, Clockwork Totem, 71TONMAN i MuN zapomniałem kogoś? Czy waszym zdaniem da się rozwinąć na tej scena?

Ś: Da się, tylko trzeba grać ciekawą muzę.

B: To, co mówiliśmy na początku o instrumentach – trzeba kombinować. Masz Prąd (chłopaki wydali właśnie splita z AveCaesar pod szyldem Galactic Smokehouse), który robi kosmiczną muzę, i powinni być bardziej znani według mnie. A tak to widzisz ciągle ogłoszenia na wrocławskich grupach muzycznych, że pogram sobie rocka czy szeroko pojętą muzyką rockową. No to, ile można grać takie pitu, pitu i covery Metaliki? (śmiech) 

– Jakiś czas temu graliście wraz z 71TONMAN koncert charytatywny w CRK we współpracy z innymi środowiskami alternatywnymi, czy jesteście otwarci na takie współprace i czy możemy się spodziewać czegoś podobnego w przyszłości?

Ś: Jak najbardziej – jeśli będziemy zapraszani, to zawsze z miłą chęcią zagramy w jakimś szczytnym celu.

B: Tym bardziej że na tym koncercie zbieraliśmy pieniądze dla Gabrysia na operację. Z jednego giga udało się zebrać ok. 7 tysięcy złotych i to naprawdę coś, z czego można być dumnym.

A poza koncertami charytatywnymi, jakieś większy colab wrocławskiej sceny alternatywnej?

Ś: O kurwaaa (śmiech), to byłoby bardziej pytanie do tych innych muzyków czy oni chcą kolaborować z muzyką z szaletu, czy tam z rynsztoku (śmiech). My z chęcią – nie mamy żadnego problemu, żeby grać na jednej scenie z saksofonistą, skrzypkiem czy producentem. Tylko czy oni chcą z nami – to jest pytanie.

B: My chętnie, pytanie czy im siądzie to co robimy. To jest ważniejsza kwestia niż czy my chcemy, bo jesteśmy otwarci na różne propozycje.

– A bookingowo?

Ś: (śmiech) Mało tego – już robiłem godne imprezy z innymi bookerami! Z Wild Bread Booking organizowaliśmy wspólnie koncert Fuzz Orchestra i Weedruid oraz przemocarny gig Fange i Pilori. Kilka sztuk robiłem też w kooperacji z zaprzyjaźnionym Gentelman Booking – lubię ich nieszablonowe podejście do gitarowego grania. Z tymi ostatnimi oraz Wkurvvem parę lat temu organizowaliśmy ciekawy koncert, gdzie Black Smoke grał z nojzowym Deafkids, a Czarek i reszta ekipy z Wkurvvu dołożyli swoje elektroniczne 3 grosze. Jakby tego było mało, w tle wyświetlany był półfinał mistrzostw świata w piłkę kopaną, a miejsce koncertu nie różniło się wielkością od naszej salki prób. Jak widać – jeśli nadarzy się okazja, to ze wszystkim chętnie eksperymentuje, if u know what i mean. (śmiech)

– Kończąc, czego w najbliższej przyszłości możemy się spodziewać od Black Smoke’a i Deaf Snowman booking?

Ś: Trochę nowej muzyki i kilka krajowych koncertów w tym roku – trzy najbliższe planujemy z Mary & the Highwalkers, z którymi już trochę pograliśmy i zawsze bawiliśmy się szampańsko, publika też zresztą bardzo dobrze reagowała na to połączenie. W październiku zagruzujemy Wrocław, Warszawę i Katowice, a dołączać do nas w poszczególnych miastach będą kolejno Ethbaal, Weird Tales oraz Forge of Clouds. Wrocławskie wydarzenie organizowane będzie pod banderą Deaf Snowman Booking i wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że będzie to jedyny koncert organizowany przeze mnie w tym roku, więc raczej nie chcecie tego przegapić.

Linki do wydarzeń:
Wrocław, 23.10.2020:
https://www.facebook.com/events/1725542847611952/
Warszawa, 24.10.2020:
https://www.facebook.com/events/915103635682220/
Katowice, 25,10.2020:
https://www.facebook.com/events/366118141057457/


A co się u chłopaków dzieje możecie zobaczyć tutaj:

– Black Smoke FB: https://www.facebook.com/BlackSmokePL/
– Bandcamp: https://blacksmoke71.bandcamp.com/
– Deaf Snowman Booking FB: https://www.facebook.com/DSBWro/