Manta Birostris – Ikona EP
3 października, 2020

Bardzo krótka podróż w przestrzenie prawdziwie polskiego sludge’u mocno zakorzenionego w punk rocku, z delikatną orientalną nutką. Dla mnie całkiem w dechę, choć trochę za krótko.


Jakoś tak się zdarzyło, że to zazwyczaj mnie przypadają do recenzji różne dziwności z polskiego podwórka, których raczej nikt nie zna. I całkiem lubię to robić, bo pokazuję braci stonerowej, co tam u nas na scenie piszczy. I z tego co wyszło ostatnio z Warszawy, można być całkiem zadowolonym. Ikona EP prezentuje bowiem czysto polski sludge. Teraz co mam na myśli mówiąc czysto polski sludge? Już tłumaczę.

Stary dobry sladżyk wywodzi się z hardcore punka, a ten z punk rocka. Na przykładach: od The Clash, przez Black Flag, aż do Buzzoven, ale to tylko w Ameryce. A w Polsce? W naszym pięknym kraju był np. Dezerter, KSU, Armia. I takie korzenie właśnie słychać w tej mieszance sladżowej, które prezentuje nam Manta Birostris na swojej nowej epce. Znajdziemy tu teksty w rodzimym języku dotykające tematów kościoła i wiary, bardzo surowe wokale i gruz. Kapela wyłamuje się jednak z czysto sladżowej otoczki. Produkcja jest bowiem na bardzo wysokim poziomie, nie ma w sobie praktycznie nic z surowości punkowych nagrywek. Na dodatek usłyszymy tam całkiem sporo eksperymentów muzycznych z różnymi skalami, instrumentarium i aranżacją. Wychowałem się na punk rocku, więc ja to kupuję.

Jednak jest parę rzeczy, które mi przeszkadzają. Zbyt surowy wokal jak na moje ucho. Przyczyną jest głównie to, że Adam Sokół, główny głos, ma naprawdę ostro zdarte gardło. Boli na cleanach, ale jak wchodzi w growl, to jest naprawdę spoko. Wiem, że to epka, ale jednak 15 minut muzyki to za mało. Mógłby być jeszcze jakiś jeden kawałek, który by wytaczał działa pełne gruzu w nasze uszy. No, ale może po prostu trzeba czekać na LP. Z ciekawości sprawdziłem poprzednie wydawnictwa grupy i śmiało można powiedzieć, że to jest ich najbardziej solidny materiał. Dokopałem się do industrialnego coveru Republiki, i poprzedniej płyty, która trąciła za mocno deszcz metalem i ogólną dziwotą. Jak ktoś lubi, to proszę bardzo, ale nie jest to dla mnie.

Cała Ikona, to bardzo miłe zaskoczenie i odkrycie. Myślałem, że będzie to kolejny słabo zrobiony materiał z Warszawskich piwnic, ale okazało się, że się myliłem. Brzmi solidnie, przy czym nadal zachowuje punkowo-sladżowa surowość i idzie w takim kierunku, w jakim chyba jeszcze nikt na naszej polskiej scenie nie idzie. Może w pewnym momencie załapać i wystrzelić tak, jak chociażby Lonker See. Potrzeba tylko dobrego długograja i trochę szczęścia. Jeśli kolejne LP będzie utrzymane w podobnym klimacie, to mnie kupili.

Pozdro,
Cebula


O autorze

Cebula

Cebula

Redaktor naczelny

Perkusja i wokal w The Howling Eye i współzałożyciel Sekcji stoneru. Znajduję ogromną przyjemność w prostych rzeczach jak dobre jedzenie, poranne słońce, miękki kocyk, czy stonerowe riffki.

Stoner to wolność, stoner to jazz.