IDLES – Ultra Mono (2020)
23 listopada, 2020

Czy rozpędzony wyhajpowany pociąg, który miał całe dwa lata na osiągnięcie masy krytycznej, wykolei się czy jednak bezpiecznie dojedzie do następnej stacji?


Uwielbiam IDLES za to, jaki szał zrobili w muzycznym świecie. Wydali swoją pierwszą, surową i praktycznie piwniczną płytę Brutalism, na której miesza się wszystko, co można tylko podpiąć pod punka/post-punka. Do tego elementy noisowe i głęboki przekaz, miód. Ten przekaz uwierzytelnił się dopiero rok później na Joy as an Act of Resistance, albumie, który jest blisko ideału.  Swoją bezpośredniością i grami słownymi uderza słuchacza, wciąga i mieli. Do dziś zresztą nie jestem w stanie puścić tej płyty i posłuchać jej tylko raz. Zresztą sprawiła ona, że chłopaki stali się jedną z najgorętszych nazw ostatnich lat.  I tak po rocznej przerwie Brytyjczycy powracają z nową płytą, na którą czekał praktycznie cały muzyczny świat zakochany w dźwiękach gitar i punkowym etosie. I już na starcie album nie spełnił oczekiwań wielu, zyskując dość chłodne opinie krytyków.

 Sam miałem ogromne oczekiwania co do tego albumu. Już po pierwszym singlu Mr. Motivator zamówiłem preorder. Genialne Grounds utwierdziło mnie, że warto czekać. Tak więc tutaj przeczytacie moje zdanie o tym albumie, po jego kilkudziesiątym już przesłuchaniu. 

Może zacznę od tego co mnie trochę rozczarowało, a są to teksty. Nie ma tutaj, aż tylu gier słownych jak na poprzedniczce. Przekaz też jest bardziej ogólnikowy, skierowany do masy, a nie opowiadający o jednostce. Trochę to traci na wyjątkowości, jaką nacechowany był Joy. Również samo to, co chce powiedzieć zespół, jest strasznie oklepanymi, przejedzonymi i wyplutymi już miliony razy hasłami. Album porusza tematy antywojenne, problemów segregacji rasowej, rasizmu czy ślepego konsumpcjonizmu. W Ne Touche Pas Moi usłyszymy o tym, że jak druga osoba mówi nam ,,nie”, to mamy to uszanować, a nie wsadzać rękę tam, gdzie się nie powinno. Brzmi jak wytarte slogany, które słyszeliście już wiele razy, prawda? Oni też to wiedzą i tak pod koniec albumu pojawia się taki numer jak The Lover, którego przekaz jest prostą odpowiedzią na te slogany, brzmi tak; pierdolcie się, jesteśmy idealistami. Zresztą nawet jeśli myślimy, że są to tematy poruszane już miliony razy i nikomu niepotrzebne jest poruszanie ich znowu, to wystarczy popatrzeć na świat obecnie. Może jednak jeszcze za mało się o tym wszystkim mówi, skoro te negatywne zachowania są tak kurewsko widoczne na każdym kroku. 

Było o tekstach, to teraz o muzyczce. Wyraźnie widać, że pieniądze zarobione na poprzednich wydaniach jak i wszystkich dotychczasowych trasach nie poszły na marne, a zostały zainwestowane w sprzęt. Jezuuu, jak ten album brzmi! Nie mamy już brudnego, surowego i piwnicznego grania znanego z jedynki. Dostajemy album, którego brzmienie jest oparte na hałasujących gitarach, ale takich tanich. IDLES pierwszy raz w swojej twórczości zapuszczają się w tak mocno noise rockowe eksperymenty. Dla przykładu utwór War brzmi jakby mógł zostać nagrany przez SWANS. Dodatkowo zaczyna się onomatopejami dźwięków spadającego miecza oraz naciskania przycisku do wystrzelenia bomby jądrowej, ciary. Niestety nie wszystkie utwory na tym albumie to petarda i tak na wysokości czwartego (Anxiety) dostajemy już lekki spadek mocy, ale po to, żeby uderzyć mocniej w końcówce. Tradycyjnie dla IDLES pojawia się też ballada, A Hymn i jest to najbardziej intymny numer na tej płycie, który dodaje na różnorodności płyty.

Czy jest to najlepsze IDLES? Nie, ale nie jest źle. Niestety nie spełni wygórowanych oczekiwań masy osób i pewnie trochę ten cały hype na zespół przycichnie. Cóż, zostaną z nimi ci, którzy doceniają zmiany i wizje artystyczne, a nie tylko jednosezonowi fani. Osobiście nie mogę się oderwać od tej płyty, mimo że wiem, iż jest poprzeczkę niżej niż mój kochany Joy as an Act of Resistance.



O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.