Na końcu będzie ciasto. Przegląd klasyków – EHX Big Muff
25 grudnia, 2020

Stoner kojarzy mi się z bujającymi riffami prawie zawsze zakrapiane jakimś rodzajem fuzza. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych fuzzów jest Big Muff od Electro Harmonix. Jest jeszcze kilka innych, ale dzisiaj będzie o tym, bo to kostka, z którą jestem bardzo dobrze ograny i mam ją pod ręką.

Oprócz Fuzz Face’a, jak ktoś mówi fuzz, to myślę Big Muff i Mike Matthews. Pierwsze modele zostały wydane ok. 1971 roku (to nie jest do końca potwierdzone, bo proces R&D trwał parę lat i we wczesnych wersjach, na potencjometrach można znaleźć różne daty). Skąd w ogóle nazwa Big Muff? EHX (wtedy E-H) przed naszym obiektem dysekcji wydało inną kostkę ochrzczoną MuffFuzz, nie za duży efekt z dwoma pokrętłami. Został nazwany Muff, ponieważ otrzymywany dźwięk był miękki, wyciszony/stłumiony (eng. muffled). Na bazie tego schematu powstał nasz „Duży Muff”. Nadano mu ksywkę „triangle” przez trójkątny rozkład potenciometrów. Według koneserów wczesna wersja Big Muff Pi jest najlepiej brzmiącym Muffem (to ten w dużym srebrnym opakowaniu z nadrukowanym napisami i liczbą pi). Jest trochę komiczne, bo Muff Pi ewoluował na wczesnych etapach produkcji, zmieniając rezystory, kondensatory, a nawet tranzystory. Następna edycja to tak zwany „Ram’s Head”, bo logo liczby pi przypomina rogi kozy. Widoczne zmiany w budowie to zmiana ułożenia potencjometrów na ustawione w linii, kolorowe logo.  Potem trzecia wersja najbardziej klasyczna zwana „Red and Black”. Tutaj mamy już to ponadczasowe czarno-czerwone logo w dużej puszcze. W następnych wersjach kolory były odwracane, ale elektronika w środku się raczej nie zmieniła.

Dwa bankructwa w 3 lata.

 Pierwsze w 1981 r. po miesiącach napastowań przez związki zawodowe (pracownicy nie chcieli się zapisać do związku, przez co związkowcy napadali na nich i pikietowali przed fabryką). Zastój w produkcji zmusił Matthewsa do ogłoszenia upadłości, odkupił potem swoją firmę, niedługo później sprzedając nieruchomości. W 1982 r. zaczynają się problemy z brakiem dostępności układu Bucket Brigade używanego w ich niezwykle popularnym efekcie Memory Man (fun fact: Behringer jest teraz w posiadaniu patentu na ten układ. Daje on bardzo ciekawe brzmienie, używany bardzo często we wczesnych projektach efektów około czasowych jak np. delay, flanger itp.). 1984 rok i upadek firmy zamyka pierwszy rozdział Big Muff Pi.

W 1989 Matthews otwiera Sovtek w Rosji, gdzie produkuje lampy. W USA ludzie piszą do niego, żeby wznowił Muffa. Przekazuje więc oryginalny schemat dwóm pułkownikom, ci adaptują go i pakują w puszkę, która wygląda bardzo militarnie. Układ, który się tam znalazł, jest zupełnie inny od produkowanych w USA. Moim zdaniem rosyjskie edycje to najciekawsze Muffy. Każdy egzemplarz brzmiał wyjątkowo (przez brak części robiono je z tego, co było).  Na dodatek ruskie muffy mają mniej gaina i więcej basu, co daje bardziej “kremowe i wełniste” brzmienie. W 2001 Matthews odzyskuje prawa do nazwy Electro-Harmonics.

Współczesnego etapu historii nie będę opisywał, bo jest tego za dużo. Warto jeszcze zwrócić uwagę na serię Muffów wydanych w „małych”, no tych standardowych dla efektów opakowaniach. Seria Reissue, to klasyczne Muffy, odwzorowane w małych opakowaniach na współczesnych częściach. Znajdziemy tam: Triangle, Ram’s Head, Russian i OP-Amp. Świetna seria efektów, bardzo wiernie odwzorowująca oryginały. Jhosh z JHS fajnie porównał je z oryginałami. Ciekawostka: Russian Muff z tej serii ma nadrukowane na płytkę „Follow the smoke to the riff filled land”.

Znamy już koncept historyczny Muffa. Teraz opowiem jak mi się żyje z moimi dwoma.

Sam używam dwóch MuffówV10A Nano (najbliżej mu do klasycznego New Yorka) i V12 Tone Wicker. Te małe współczesne (mini, nano) mają ciut więcej gainu jak oryginały, ale ogólna charakterystyka pozostaje taka sama.

W klasycznym Muffie do zabawy mamy trzy pokrętła: Volume, Tone i Sustain. Volume reguluje głośność, Tone to filtr dolno i górnoprzepustowy a potencjometrem sterujemy, czego więcej obcinamy. Daje nam to dołek w midach i nieważne jak byśmy tym kręcili to on zawsze tam będzie, gdyż wynika to z budowy filtra. Tutaj macie zobrazowane frequency response na to jak się kręci gałką Tone.

Ja u siebie mam to ustawione na tak +/ godzinę 9, zależy od tego, jak wzmak na to reaguje. Volume hula u mnie w przedziale 70-100%, gdyż nie wpływa on w ogóle na brzmienie, nie tak jak w niektórych efektach (patrz np. FZ-2/SF 300). Pokrętło „Sustain” odpowiada za ilość gaina/fuzzu. Jesteśmy w stanie ukręcić na tym brzmienia od dystorsji po specyficzny velcro fuzz. Na moim jest odkręcone w okolicy 10/11 godziny. Przy takich ustawieniach daje mi to bardzo zaokrąglone doły, które się fajnie komponują do grania ciężkiej i wolnej muzy z odrobiną feedbacku. Mogę spokojnie na tych ustawieniach wycisnąć niezamulające tremolo picking z wystarczającą przejrzystością jak na fuzza.

Efekt poleciłbym jako fajne ‘entry’ osobie zaczynającej swoją przygodę z fuzzem. Jest dość łatwy w użyciu i nie ma żadnych widzimisię, kiedy jest wpięty przed czy po bufferze. Kostka jest dość tania – używana kosztuje jakieś 200 zł. Jak się nie spodoba to łatwo ją odsprzedać w cenie podobnej do zakupu.

Na rynku jest mnóstwo kostek inspirowanych tym schematem. Mogę polecić Muffaleta od JHS; zbiór wszystkich możliwych klasycznych typów muffów w jednej kostce. Dla fanów high gainu jest Pharaoh w wykonaniu Black Art Toneworks. Fanom klasycznego brzmienia polecam Swollen Picklle i Russian Pickle od Way Huge, moim zdaniem to najlepiej brzmiące Big Muffy – kremowe, dół bardziej mięsisty, a góra nie boli tak w uszy przy bardziej odkręconym sustainie.

Znormalizowany związek ciastka ze szczurem.

Najpopularniejsze łączenie Muffa z innymi efektami to wpięcie go przed albo za ProCo RATa. RAT to kolejna OG kostka, którą każdy gitarowy techniczny powinien kojarzyć. Pozwala nam na lepszą kontrolę EQ naszego sygnału, w wyniku czego jesteśmy w stanie lekko zniwelować ten brak w midach. Jest to również dodatkowy gain stage. Sam RAT z kolei to temat na osobny artykuł.

 Szybkie podsumowanie: Muff to świetna kostka dla początkujących i nie tylko. Jest podstawą brzmienia wielu gitarzystów na całym świecie.

+ klasyk

+ łatwy w użyciu

+ niedrogi na rynku wtórnym

+ da się na nim dużo ukręcić

– dołek w midach

– w egzemplarzach, gdzie potencjometry są SMD można je łatwo urwać, jak się nie dba (klasyczny problem tego typu potencjometru)

– “klasyczne” egzemplarze zajmują dużo miejsca na pedalboardzie