Magick Brother And Mystic Sister -Magick Brother And Mystic Sister (2020)
30 stycznia, 2021

Dawno nie miałem okazji zasmakować tak klarownie psychodelicznych klimatów, które wciągnęłyby mnie tak szybko, tak głęboko i na tak długo. W czasie, w którym pisałem tę recenzję (nie było to jedno posiedzenie), przesłuchałem go, z pewnością, kilkadziesiąt razy i już teraz wiem, że będę musiał zagęszczać wiersze, by żadne z nas nie posnęło. Głównie z powodu gęstej, niczym olej THC, treści wydobywającychsię z głośników. Uzbrój się więc w coś więcej, niż głośnik w telefonie, oraz wielką chochlę, by było czym ją konsumować!

Niesamowite bliźnięta

Zespół Magick Brother And Mystic Sister pochodzi z Barcelony i rozpoczął swoją działalność w zeszłym (2020) roku, wydając w jego połowie 2 single (Waterforms i Movement 2), zapowiadające przyszłe, długogrające wydanie. Wszystko to pod skrzydłami Sound Effect Records.

Skład grupy, to dwie panie i dwóch panów:
● Eva Muntada – fortepian, syntezatory, organy, melotron i wokal
● Maya Fernández – flet
● Xavier Sandoval: gitara i gitara basowa
● Marc Tena: perkusja, perkusjonalia i wokal

Domek z kart

Podczas codziennego przeglądania Bandcampa, już sama okładka albumu rzuciła mi się w oczy. Jej zmysłowość celnie przepowiedziała doznania po kliknięciu przycisku play.

Wydawnictwo opiewa na 10 utworów. W każdym z nich czuć nietrzeźwego ducha, który posypuje oczy kiefem i przenosi wszystkich do amerykańskiego, kontrkulturowego klubu z lat 70. 

Utopia przybliża nam to, z czym mamy do czynienia na całym krążku. Rozpoczyna się bardzo nieśpiesznie i czysto. Przeplata piękne, żeńskie wokale z drgającymi strunami i fletem. W drugiej części całość nabiera tempa, pojawia się przester i agresywniejsze klawisze.

Na Waterforms mam jedno określenie: groovy. Pojawiają się bongosy (akustycznie te bębny, lecz mentalnie, te bulgoczące). W zwrotce pojawia się gitara klasyczna, idealne współgrająca z fletem. I najważniejsze: wokale przenoszące nas na dzikie wrzosowisko, gdzie miejscowa czarownica samotnie odbywa taneczny rytuał.

The First Light najbardziej zwróciło moją uwagę z wiadomego powodu: brzmi całkiem, jak połączenie Breathe i Time z Dark Side Of The Moon. Do tego, w końcu, dochodzi męski wokal. Poza tym nic więcej nie muszę dodawać: czysty majstersztyk.

Yogi Tea rozpoczyna się zdecydowanie szybciej, niż poprzednie utwory, lecz tempo ulega ciągłej zmianie. Pod sam koniec przypomina wręcz powolny jazz.

Arroyo del Búho, czyli “Sowi Strumień”, rozpoczyna fuzja fortepianu i fletu, który jednak, mam wrażenie, przenosi nas bardziej do bliskowschodniej winnicy, niż nad meandry. Cały kawałek jest czysto instrumentalny.

Echoes from the Clouds, to pełen werwy kawałek progresywnego ciacha. Więcej w nim zniekształconych partii gitarowych z lekkim, rockowym pazurem. Bardzo spodobał mi się akustyczny fill, zamieszczony w ⅔ tworu.

Movement 2, to kolejny, bardzo groovy kawałek. Świetną robotę robi tu linia basowa. Całość bardzo psychodeliczna zwłaszcza, że rozpoczęta srogim Hammondem.

W Love Scene czuć ostre jamowanie. W środku pojawia się kwestia recytatorska a koniec, tradycyjnie już, przyspiesza.

Instructions for Judgment Visions, to enty już, solidnie halucynogenny utwór, przypominający jednak coś, co dałoby radę usłyszeć w windzie (nigdy nie spotkałem się z tym, by w windzie leciała jakaś muzyka, ale właśnie tak to sobie wyobrażam). Nie ma tu fletu, lecz wspaniały miks organów i gitary.

Les Vampires, to najdłuższy fragment w całym albumie. Przy tym jest on ostatni i moim zdaniem to czuć. Nie jest wcale wesoły, wręcz przeciwnie. Czuć w nim pożegnanie z tą płytą, co po jej wysłuchaniu, nie może być miłe. Żeńskie wokale, po raz już kolejny, zaskakują i wprowadzają mroczny klimat. Pod koniec daje się odczuć wręcz apokaliptyczną atmosferę. Świetne zwieńczenie.

Świeca dopiero zapłonęła

…ale mam szczere nadzieje, że to dopiero początek kariery tego kwartetu. Sztuka, którą uprawiają, jak mało która (i to od dawna), wciągnęła mnie i nie chce wypuścić. Nie mam w tym temacie nic więcej do dodania, poza tym, że to jeden z najlepszych wypustów zeszłego roku. Ode mnie mocna 9!