Diuna – Piła do Pomników Przyrody (EP) (2021)
19 lutego, 2021

Zapraszam do Podłości na ciężkie kminy o współczesności. Aha, wreszcie słychać wokal.

441 dni minęły od Golema, do wydanej 5 lutego Piły do Pomników Przyrody. Cztero utworową, zamykająca się w 23 minutach EP-kę zapowiadał singiel Zapraszam do Wiednia na Walc z 18 stycznia. Koniec z gliczami, śnieżącymi telewizorami i kpiarstwem z internetowego bieda-marketingu rodem z polskich stron erotycznych. Wylinka dawnej estetyki zostaje z tyłu, a duet Didkowski&Tejkowski na dobre idzie w lekko klocuchową komputerową grafikę zapoczątkowaną przy Lion’s Coś, a nawet wyróżnioną nominacją do PL Music Video Awards za obrazek do Pan Jezus Idzie do Wojska. Animacja Sławosza Tejkowskiego VR Noccc zahaczyła też o festiwal Sundance 2021, więc niby heheszki, ale spod żadnego ogona nie wypadli. Kongo Studio też odjebało perfekcyjnie – pod każdym względem lepiej, niż dwa ostatnie razy.

Jeśli żyjecie na tym świecie dłużej niż 441 dni, to zbędne są komunały o wpływie pandemii na codzienne życie. Pisanie o tym, że ten dziejowy wiatr musiał uformować tę kupę piasku (ang. dune) na swój sposób, też nie jest odkrywcze. Piję do tego, że Piła kanalizuje trudne emocje.

Już dziewięciominutowy otwieracz Śmieszny Mempej wrzuca na głęboką wodę rzeczywistości, gdzie przyklejeni do ekranów ograniczyliśmy kontakty do Discorda, rozrywkę do memów o wyczerpaniu i zmęczeniu, a głównym źródłem ekscytacji stały się newsy o tym, że jak zwykle, APOKALIPSA z NOWEGO powodu jest jeszcze BLIŻEJ (ZOBACZ JAK).

Znacie to? Śmieszny Mempej może więc urosnąć do rangi hymnu o niemocy naszej powszedniej, skrytej za literkami X i D. Koncertowym bengerem raczej nie zostanie, a to przez powolne tempa przeplecione delikatnymi nojzowymi teksturami, ale to dzięki tym środkom rezonuje ze zmęczonymi duszami.

Epkowa dwójka w metrum walca (nomen omen) wiedeńskiego wplata dziejowy walec pchany siłami wiecznego powrotu hihihistorii. Daje zwyczajowy upust dla I D E O L O G I I i robi myśleć. Riffaż numeru przypominał niektórym starą Comę. Asynchronicznie również miałem takie odczucie, na szczęście żadna herbata nie wzniosła krzyku. Przytłoczenie równoważy srebrna nić kompozycyjnego szaleństwa, która na żywo może przybrać niekontrolowane rozmiary i odkształcić się jak para z teledysku.

Najnowsza wypuszczka Piranha Music świadczy dobitnie o ewolucji toruńsko-łódzko-warszawskiej hałastry. W Podłości odkleja się od smętów i dylematów, łamie czwartą ścianę i zabiera słuchacza w podróż flirtującą miejscami z psychobilly czy surf rockiem. Jest nawet S O L O B A S U. Nieśmiało zgaduję, że numer nawiązuje atmosferą do belgijskiego filmu Man Bites Dog. Podróż to tam-i-z-powrotem do groteskowego, beznadziejnego i obrzydliwego miejsca, czy raczej stanu, którego potencjał każdy nosi w sobie. Trochę potańczysz, trochę rozkminisz – cała Diuna.

Zwiastun filmu Man Bites Dog

Brukselkę na torcie stanowi tytułowy instrumentalny zamykacz z gościnnym udziałem reprezentantów Poznania. Fani Spidergawd, Narcosatanicos czy Abe Diddy and the Krautboys ucieszą się z saksofonowego popisu Jana Wawrzyniaka z Tych Wawrzyniaków. Janek to utalentowany grafik, tamburyniarz-saksofonista Red Scalp i współorganizator Red Smoke Festiwalu. Partię Janka zarejestrowała insza znamienitość – Jerry Kawałek, którego możecie nie kojarzyć z takich projektów jak Jerry’s Sound Of MikroKosmic Adventures czy Doom Generation. Jeśli doskonale je znacie, to jesteście w gronie 27 osób, którym czytanie tej gawędy jest całkowicie zbędne. Po przytłaczającej połowie EP-ki, Piły słucha się rześko i z ulgą, jak strumyka moczu szemrzącego po długiej podróży.

Diuna wypełzła na Pile do Pomników Przyrody ze smętnej dziury i próbuje się w formach, z których jeszcze jej nie kojarzymy. Przecież to ma od początku w nazwie. Jeśli i Wy czujecie się utknięci w smętnej dziurze, to chwyćcie piłę na podłość i zapraszam do walca.