Mroczny poeta samotnie siedzący przy fortepianie pośrodku wielkiej i pustej sali koncertowej. Co może z tego wyniknąć?
10 marca, 2021

Na wstępie zaznaczę, że nigdy nie miałem okazji widzieć Nicka Cava z zespołem na żywo. Zawsze chciałem, niestety do tej pory jak grał w naszym kraju, czy nawet okolicy coś mi wypadało i nie miałem jak być na koncercie. Miałem być na najbliższym koncercie, lecz wirus pokrzyżował plany.  Nie będę również ukrywać, że jest to dla mnie artysta kompletny, nietuzinkowy i genialny. Jestem totalnie zakochany w jego twórczości. Zarówno wczesnych artystycznych latach, gdzie był punkowcem stojącym za mikrofonem w The Birthday Party, a później na pierwszych albumach z Bad Seed, jak i jego bardziej garażowy rock z Grinderman. Wszystko to gdzie się udzielał, bez względu na jakieś gatunkowe szuflady, miało to coś. Jego wokal, głęboki, poruszający, mroczny, pełen uczuć. Wokal snujący opowieści głębokie, pełne metafor, takie z przesłaniem, a nie płytkie rockowe historyjki o pukaniu panienek, piciu łychy z gwinta i jazdy ‘’motorem’’ po autostradzie. Z relacji znajomych wiem, że właśnie za sprawą tego wokalu i prezencji scenicznej Nicka, ludzie po prostu płaczą na koncertach. Zresztą sam Nick na koncertach dość często wchodzi w interakcji z fanami, zaprasza ich na scenę.  

Tutaj zaznaczę jeszcze przed przejściem do właściwej recenzji, że jeśli komuś nie podobają się dwa ostatnie albumu Australijczyka, te po tragicznej śmierci syna, może się odbić od tego nagrania koncertowego. Sam miałem z nimi problem, lecz po wielu odsłuchach zauroczyłem się nimi tak bardzo, że dziś stoją na półce obok wcześniejszych. Ten album urzeka, z każdym kolejnym odsłuchem zyskuje i warto dać mu szansę. 

Pierwotnie te utwory miały zostać nagrane w studiu. Artysta zaznaczał, że chciał oddać ducha tych kompozycji, w taki sposób, w jaki są komponowane. Przez pandemię nie mógł zarezerwować studia, więc postanowił je zagrać w ramach koncertu. Jak tylko usłyszałem o tej inicjatywie, byłem zajarany. Samotny Nick przy fortepianie, brzmi magicznie. Do tego opłata nie była jakaś wygórowana, więc nie zastanawiałem się długo nad kupnem ‘’biletu’’. Teraz ten koncert został wydany w wersji audio i głównie na niej się tutaj skupię. 

    Idiot Prayer to wierny zapis tego koncertu pozbawiony trzech końcowych numerów, czyli Watching Alice, coveru Leonarda Cohena Avalanche oraz T.Rexa Cosmic Dancer. Dostajemy więc materiał głównie nagrany z Bad Seeds, poza Man in the Moon z repertuaru Grindermana. Wszystko w pierwotnej wersji zaaranżowanej tylko na fortepianie. 

Pierwsza myśl: będzie nudno i monotonnie, otóż nie. Cały koncert porusza się w wolnych tempach, nigdzie się nie spiesząc, pozwalając słuchaczowi delektować się każdym dźwiękiem. Podczas oglądania koncertu czułem, że z każdą minutą znajdowałem się z artystą w coraz bardziej intymnej atmosferze, że coraz bardziej otwierał się przede mną. Czułem rosnące napięcie. I ani przez chwilę nie doznawałem skrępowania. I dokładnie tak samo jest, słuchając tego albumu. Mam wrażenie, że przeżywam każdy dźwięk razem z Nickiem. ‘’Nowe’’ aranżacje utworów, takich jak Nobody’s Baby Now czy Jubilee Street to poezja. 

Największym zaskoczeniem było Papa won’t leave you Henry, kompozycja nabiera dramatycznego wydźwięku. W takim Higgs Boson Blues dźwięki fortepianu i wokal Nicka są w stanie doprowadzić słuchacza do płaczu i nie ma w tym nic złego. Takie Stranger than kindness, w tym wydaniu staje się moim ulubionym utworem na płycie. Chciałbym, żeby właśnie w taki sposób przedstawił ten utwór na żywo. Całość tej wersji wieczora wieńczy wykonanie Galleon Ship. Nie ma tutaj niepotrzebnych oklasków, okrzyków, czegoś, co mogłoby rozkojarzyć artystę. Sam Nick zresztą nie odzywa się słowem do słuchaczy, on po prostu jest w swoim świecie i przeżywa te utwory w pełnym skupieniu, a my wraz z nim. 

Nagranie koncertu trwa prawie 1,5 godziny i podczas odsłuchu nie jestem w stanie skupić się na niczym innym, tylko na tych dźwiękach. Zdecydowanie nie jest to album, który może lecieć w tle. Osobiście polecam wieczorem zapalić ‘’fajnego papierosa’’ i dopiero puścić ten album.        

Ja już wiem, co znajomi mieli na myśli, mówiąc, że ludzie płaczą na tych koncertach. Emocje, jakie Nick wkłada w wykonywanie każdego dźwięku na żywo, są jeszcze intensywniejsze niż w studio. Potrafią się udzielić słuchaczowi. Mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo to wszystko działa na żywo kiedy schodzi śpiewać między ludźmi. Słowem podsumowania, jeśli rok 2020 przyniósł coś pozytywnego, to jest to właśnie ten koncert i to nagranie. Nie mogę się doczekać, aż przyjdzie do mnie winyl. 

O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.