Psyhoes – Typhoon Trip (2020)
25 marca, 2021

Psyhoes wzięli się znikąd i natychmiast atakując swoją fuzz’n’rollową EPką dodali trochę słońca do zimowej aury Warszawy. I całej Polski.

To dość ciekawe, że w stolicy pojawia się stosunkowo mało zespołów grających muzykę tego typu. Jest kilku starych wyjadaczy, kilku przyjezdnych, którzy zostali na dłużej, ale jakby się dłużej zastanowić, te wszystkie zespoły można policzyć na palcach dwóch rąk, może trzech rąk. 

Pandemia trwa już rok, rok praktycznie pozbawiony koncertów. Brak możliwości ukazania się światu, przedstawienia swojej interpretacji muzyki, stwarza trudności w trzymaniu się zespołów razem. A jednak nowe składy powstają i próbują gdzieniegdzie dołożyć swoją artystyczną cegiełkę. Cegiełka Psyhoes jest naprawdę solidna, budowałbym z takich dom. Specjalnie czekałem trochę od momentu premiery (18 grudnia 2020 roku), ponieważ taka debiutująca płyta w dobie lockdownu potrafi szybko zniknąć w gąszczu bardziej znanych wydawnictw. Także chciałbym teraz przypomnieć ludziom o świeżym zespole Psyhoes.

EPka wydana w niezastąpionym Piranha Music jako ostatnie wydawnictwo niezapomnianego 2020 roku zawiera 4 utwory, chociaż nie obraziłbym chłopaków, gdybym powiedział, że to piosenki. Bardzo skoczne piosenki. Ktoś kiedyś pisał o stonerze, do którego można tańczyć (pozdrawiam serdecznie Doomsmoker), opis zdaje się idealnie pasować tutaj. Ale nie samym stonerem Psyhoes żyje, choć wydaje mi się, że jest ich największą składową. Charakteru dodaje tutaj rock’n’rollowy approach w kwestii składania riffów. Mamy wyraźne zwrotki i refreny, a całość dopieszcza energiczna sekcja instrumentalna. Oczywiście nie byłoby to aż tak zauważalne, gdyby nie te wszystkie momenty oddechu, które są moimi ulubionymi na albumie. Te płynące w bezkresnej przestrzeni rozwleczone dźwięki w środkowej części „Varsovii” są moją ulubioną częścią krążka. No i klawisz… Potrzeba go zdecydowanie więcej. Zarówno w aranżu, jak i miksie. Są momenty, gdy totalnie zanika w przestrzeni muzycznej. Biorąc jednak pod uwagę, że to EPka i tak mocno się broni. Instrumenty mają swoje wyważone miejsce, a brzmienie, w szczególności w wyższych rejestrach od razu obrazuje w mojej głowie pustynny piasek, wydmy i prażące słońce. Cieszy mnie też, że wokal nie został schowany pod gąszczem instrumentów, jest charakterystyczny, lekko zadziorny, pełni ważną rolę w nadawaniu tonu piosenkom. 

Powiedziałbym, że pierwsza połowa płyty jest zachowawcza, dopiero „Hyos” ujawnia więcej kart pułapek. Jest tu więcej miejsca na instrumenty, pojawia się więcej melodii, solówek, utwory przestają być kwadratowe. No i wspomniana „Varsovia” – najciekawszy kawałek, wyróżnia się znacząco na tle wcale nie gorszej reszty. Pięknie zastosowany był tu mariaż disco-skocznych elementów, słyszanych w szczególności w refrenach, połączonych z gitarowo-klawiszowymi pasażami przypominającymi mi trochę Elder

Mówiąc o „Typhoon Trip” nie mogę zapomnieć o okładce. Muzykografika ponownie dostarcza ciekawy koncept, jawnie inspirowany grafiką widniejącą na „Currents” Tame Impali. Czy to przypadek, że podczas pisania puściłem w shuffle moją nastrojową plejkę na Spotify i pierwszym utworem było „The Less I Know The Better”? Pewnie tak i mało kto mi uwierzy, ale tak było, nie zmyślam. Zdecydowanym wyróżnieniem było umiejscowienie okładki EPki w TOP30 najlepszych okładek konkursu Cover awArts 2020.Psyhoes bardzo chętnie zobaczyłbym na scenie, wsłuchał się w ich dzieła, a płytę polecam każdemu fanowi lżejszych stonerowych kompozycji, ale przepełnionych energią i fuzzem. Mam nadzieję, że przy następnych utworach zespół postawi na więcej kombinowania, ponieważ, mimo że płyta podoba mi się, chętnie do niej wracam, jest bardzo zachowawcza. Patrząc na „Varsovię” wiem, że zespół stać na szukanie inspiracji w wielu teoretycznie niepowiązanych ze sobą gatunkach muzycznych, które połączone, dadzą dobry efekt końcowy. Życzę powodzenia i mam szczerą nadzieję, że panująca pandemia nie odebrała chłopakom zapału i chęci wspólnego grania.

O autorze

Łukasz Jamiołkowski

Łukasz Jamiołkowski

Redaktor recenzji

Nałogowy słuchacz wszystkiego – od stoner rocka, psychodelę i metal, poprzez eletronikę wolną i szybką, kończąc na śpiewie ptaków i szemrze wiatru.

Do tego skromny gitarzysta, niespełniony elektrotechnik i zbyt miły człowiek. Uwielbiam gadać o muzyce, więc to robię.