Andromeda Space Ritual – All Shades of Perception
13 kwietnia, 2021

Galaktyka Andromedy jest położona 2.5 miliona lat świetlnych od nas. Nie jest to najbliższy nasz sąsiad (Karzeł Wielkiego Psa jest 100 razy bliżej), ale za to największy. Obserwować ją można nawet gołym okiem. Szanse, że kiedykolwiek człowiek tam doleci, są najprawdopodobniej znikome.

Na pomoc w przybliżeniu nam tego kosmicznego bytu przychodzi Andromeda Space Ritual, w składzie: Marcin Bis, Mariusz Łyżwa, Dominik Spasówka i Kamil Lasonczyk. Odprawiają swój rytuał muzyczny, dzięki któremu choćby na chwile przeniesiemy naszą świadomość o te miliony lat świetlnych. Wystrzał tego promu kosmicznego odbył się 7 czerwca pod skrzydłami Galactic Smokehouse.

Jest to pierwszy długograj ekipy po trzyletniej przerwie od ich EPki Satelite. Co też słychać, gdzie Satelite miało bardziej brzmienie transmisji pomiędzy rakietą a bazą, to tutaj są już czyściutkie odgłosy samej przeprawy.

Na tym fluorescencyjno-żółtym krążku znajduje się 5 kawałków: Signs of the Unseen, Lazarus, Relay, Bullet Cluster i Telepath. Każdy z tracków jest jakby swoim własnym bytem, nie zauważam czegoś takiegoż, co by je razem łączyło w jednolitą całość. Gdyby cały album był wydany w formie 7-calowych singli, to bym się nawet nie obraził, bo oddałoby to klimat całości. Gdzie każdy utwór jest, jakimś unikatowym spotkaniem w naszej podroży po odległej galaktyce.

To, co chciałbym uwypuklić to jak świetnie zostały zastosowane synthy i efekty modulacyjne na całym krążku. Nadają całości ten kosmiczny feeling, kreując przestrzeń dookoła wiodących elementów. Chyba najlepiej to słychać w Lazarusie gdzie pulsujące synthy w akompaniamencie z PAN’ującymy humem nadają tutaj retro-futurystyczny klimat, niczym z 2001 Space Odyssey. Po tym spacerze kosmicznym przechodzimy do Relay, ze świetnym wiodącym riffem basowym, bardzo kontrastującym z poprzednim miękko konturowym kawałkiem. Bullet Custer, znowu fenomenalny riff basowy który, spokojnie nadałby się na coś bardziej sludgeowego, gdyby tylko na całość nałożyć jakiś gruzowaty fuzz zamiast efektów modulujących. W Telepathcie przechodzimy do bardzo dobrego psychodelika, odczuwając lekki zamęt w głowie dzięki wirującemu riffowi. Na koniec otwierający kawałek, Signs of the Unseen. Mamy tutaj całą gamę uczuć. Słuchając tego, wyobrażam sobie, że to ja jestem astronautą, którego wysłali na misje do odległej galaktyki. Towarzyszy mi zachwyt kosmosem, który bardzo szybko przeobraża się w niepokój i strach przed nieznanym. Bardzo szybko się uspokaja i wraca pewność w misje, gdzie zwycięża ciekawość odkrycia nowych fascynujących rzeczy.

Całość jest świetnym przykładem bardzo wysokiej jakości space’a. Powtórzę się, ale trzeba podkreślić jak dobrą robotę robią tutaj synthy/klawisze, umiejscawiając nas w przestrzeni kosmicznej. Bez nich byłby to kolejny bardzo dobry psychodeliczny album. Cieszy mnie też to, na jakim poziomie jest całość produkcyjnie, kontrastując bardzo do EPki. Mam nadzieje, że na następną publikację tej formacji nie będziemy musieli znowu czekać trzy lata.

A dla tych, co nie mogą czekać i chcą kolejną działkę kosmosu, to serdecznie polecę ostatni krążek Moontoya z tej samej stajni zresztą (Galactic Smoke House).

FB:  Andromeda Space Ritual | Facebook