Bez + Czechoslovakia + Zespół Sztylety/ 26.09/ Poznań [Relacja]
2 lipca, 2021

Dawno nie byłem na koncercie, a jeszcze dawniej w Poznaniu. Kiedy tylko Koty Records i Miłość Krąży, ogłosili koncert Zespołu Sztylety i Bzu w stolicy Wielkopolski, wiedziałem, że czas jechać na wycieczkę. 

Do Poznania zawitałem wczesnym popołudniem i udałem się na przechadzkę po Starym Mieście. Niestety nie udało mi się zobaczyć koziołków, cóż innym razem. O 20 ruszyłem w miejsce, gdzie miał odbyć się koncert. Scena Robocza od razu przypadła mi do gustu. Stary industrialny budynek widać było, że będzie klimacik. I był, scena na płasko, a obok schodki gdzie można było usiąść podczas koncertu, ciemne pomieszczenie, które dawało dużo możliwości do zabawy oświetleniem sceny. 

Pierwszy na scenie pojawił się Bez i zadziała się magia. Poznaniacy w tym roku wydali swój drugi album i to ten materiał w większości składał się na setlistę. Shoegaze połączony z dream popem w stylu Slowdive, tak można najprościej określić to, w jakich rejonach się poruszają. A poruszają się wyśmienicie i z wyczuciem. Każdy z muzyków podczas tego występu był jakby w swoim małym świecie i na swój sposób przeżywał dźwięki. Najfajniej patrzyło się na wokalistkę, przechodziła stopniową metamorfozę wraz z rozwojem koncertu. Od nieśmiałej dziewczynki stojącej obok mikrofonu, do uśmiechniętej i tańczącej. Patrząc na reakcję licznej publiczności podczas tego koncertu, nie tylko ja zostałem oczarowany. Owacje na stojąco były w pełni zasłużone, a ja nie mogę się doczekać kolejnego koncertu Bzu

Następnie na scenie zaprezentowała się Czechoslovakia, która promowała swój świeżo wydany album A’More. Dosłownie świeżo, bo premiera była dzień wcześniej. Zespół sam siebie zapowiedział, że po tym co zaprezentował Bez, oni mogą być tylko marną kopią Bon Jovi i niestety trochę mieli racje. Niby fajne wakacyjne granie na luzie widać, że kapela ma radochę z możliwości występowania. Żarty ze sceny, dobry kontakt z publiką, ale z czasem zaczęło to męczyć. Mam wrażenie, że jakoś po 20 minutach zabrakło już hitów, a to, co grali po prostu, zlewało się w jedną całość i nudziło. Nie tylko mnie, bo była spora rotacja ludzi wychodzących z sali. Trochę szkoda, bo album naprawdę mi się podoba i liczę, że następne koncerty będą już ciekawsze. 

Zespół Sztylety nie bawił się w tworzenie magicznej atmosfery jak Bez czy wesołe granie jak Czechoslovakia, oni po postanowili rozpierdolić “scenę”. Tutaj już zrezygnowałem z miejsca siedzącego, żeby postać blisko kapeli. Zresztą sporo osób tak zrobiło i momentami nawet było trochę ciasno. Szymon (basita) i Marcin (gitarszysta) wykorzystali brak tradycyjnej sceny i często wchodzili między ludzi. Pod koniec koncertu nawet wciągnęli jednego fana, wypadło na mnie, i pozwolili na robienie hałasu na tomie bocznej.  Widać było jak bardzo, są spragnieni grania na żywo i kontaktu z publiką. Nawet taki problem techniczny jak pęknięta struna umieli, dzięki luzowi i charyzmie, przerobić w żart. Publiczność niestety była już mniej liczna niż na Bzie, mimo to widać było, że doskonale czuła klimat i przez kilka sekund był młyn pod sceną. Szkoda, że sytuacja pandemiczna dalej nie pozwala na pełną zabawę. Podczas tego koncertu miały miejsce dwie premiery. Nowe utwory brzmią bardziej rock’n’rollowo. Zapowiada się, że nowe wydawnictwo może być jeszcze ciekawsze niż debiut. 

Słowem podsumowania, warto było jechać te prawie 300 km do Poznania. Mam nadzieje, że taki skład pojawi się jeszcze na jednej imprezie i może tym razem gdzieś bliżej. A jeśli ktoś z was zobaczy, że w okolicy gra Bez albo Zespół Sztylety i się będzie zastanawiać czy warto iść, to – tak warto. 

Następny przystanek koncertowy to Gdańsk i Soundrive Festival.

O autorze

Kacper Hawryluk

Kacper Hawryluk

Muzycznie siedzę od elektroniki po eksperymentalny metal. Pogryw na gitarze i bawię się w elektroniczne dźwięki. Możecie mnie spotkać na festiwalach i koncertach w całej Polsce jak i poza nią. Zawsze chętny na perełkę i blanciora.